Biuletyn AGH
Magazyn Informacyjny Akademii Górniczo-Hutniczej
04 luty 2023

„Atletyka jest lekka, ale treningi ciężkie”

Z zamiłowania, z poczucia obowiązku, z oszczędności – motywacji jest wiele, ale wysiłek ten sam.
Co sprawia, że cztery razy w tygodniu AGH-owscy lekkoatleci spotykają się na katorżniczych treningach?

Godzina 18:00. Większość studentów już po zajęciach. Wielu spędza ten czas w akademikach lub spotykając się ze znajomymi w klubach. Siedzą, jedzą i piją, bo to pora kolacji. Życie na uczelni powoli zwalnia.

W tym samym czasie w Studium Wychowania Fizycznego spotykają się członkowie sekcji lekkoatletycznej. Od poniedziałku do czwartku przez półtorej godziny hala należy do nich. Co się wtedy dzieje? Tutaj życie studentów nie zwalnia, a wręcz przeciwnie. Biegi, skoki i dziesiątki ćwiczeń, których zwykły śmiertelnik nie potrafiłby nazwać (ani wykonać). Rezultat? Setki, może nawet tysiące spalonych kalorii, litry potu i mnóstwo energii pozostawionych na parkiecie. A wszystko to w pogoni za lepszymi wynikami, wymarzoną formą lub niesamowitym uczuciem, kiedy pada się z nóg, czując, że dało się z siebie wszystko.

Zapytać można: po co? A odpowiedzieć na wiele sposobów.

Sukcesy

Nic tak nie motywuje, jak możliwość zdobycia nagrody. A o te nasi sportowcy walczą chętnie i często bardzo owocnie. Tylko sezonie 2009/2010 zdobywali najwyższe laury w Akademickich Mistrzostwach Polski. Ich domeną były biegi przełajowe. W Łodzi, gdzie w kwietniu rozegrały się finałowe biegi przełajowe, męska reprezentacja AGH wywalczyła drużynowo złoty medal, wygrywając bieg na długości 6 km. Tym samym potwierdzili swoją supremację w kategorii uczelni technicznych. W tej samej kategorii złoty medal indywidualnie zdobył Jakub Woźniak. W klasyfikacji generalnej nasi atleci także zajmują wysokie, siódme miejsce. Do tego doliczyć trzeba także zwycięstwo w klasyfikacji generalnej Małopolskiej Ligi Akademickiej.

Jedna z zawodniczek wyznała mi: „Fajne jest to, że cały czas staramy się coś poprawiać i – co najlepsze – widzimy efekty. I wtedy chyba jeszcze bardziej chce się chodzić.” Treningi to nie walka z wiatrakami, to zorganizowana działalność trenera i zawodnika, która prowadzi do jasno określonego celu.

Czujne oko

Nad postępami lekkoatletów czuwa trójka trenerów. Swoim wieloletnim doświadczeniem służy trener Stanisław Zapart. Wspomaga go trener Piotr Biel. W tym semestrze nieobecna, ale bogata w zasługi dla sekcji jest także pani trener Dorota Jabłońska. To za ich namową wielu zawodników rozpoczęło „na poważnie” swoją przygodę ze sportem wyczynowym. Poza trenowaniem sekcji prowadzą oni bowiem zajęcia wychowania fizycznego dla wszystkich studentów i zapraszają najzdolniejszych, by dołączyli do AZS-u.

Od zawsze

„Uwielbiam sport, od dzieciństwa coś trenuję” – mówi Jola (21 lat). Agnieszka, jej koleżanka, studentka 3. roku, powtarza za nią: „Zawsze lubiłam wszelkiego rodzaju ruch i aktywność fizyczną.” Dla wielu z nich to, co powszechnie wydaje się wyrzeczeniem i niezwykłym aktem woli, jest w pełni naturalne. Od dziecka uprawiali sport, mają to we krwi. Tak zostali wychowani, a ich ciała desperacko pragną ruchu. „Trenowałam wcześniej siatkówkę, później rozwiązali nam sekcję i chciałam gdzieś się poruszać. Nie wyobrażam sobie że miałabym cały rok siedzieć na miejscu i nie robić nic” – mówi Kinga, studentka socjologii z Wydziału Humanistycznego.

Dla większości studentów to, co robią nasi lekkoatleci, wydaje się niewyobrażalne. Dla lekkoatletów natomiast niewyobrażalne jest to, co robi większość studentów. Być może te proporcje kiedyś się odwrócą. Póki co sytuacja przypomina stadion piłkarski, gdzie 22 zawodników opada z sił, desperacko pragnąc odpoczynku, a tysiące lub miliony widzów na trybunach i przed telewizorami odpoczywa, desperacko potrzebując ruchu (lecz nie zawsze mając tego świadomość). Tego problemu nie ma Oskar: „Lubię sport, lubię się zmęczyć, lubię się ruszać. Sportowa dusza wymaga, żeby się wyżyć, wybiegać, dać z siebie wszystko, zmagać z samym sobą. Ponadto dzięki sekcji nie muszę zawsze w piątki z samego rana wstawać na wf” – dodaje z uśmiechem.

Trenerka w sekcji - Dorota Jabłońska - fot arch.

Poczucie obowiązku

Do treningów często skłania prosta świadomość, że każdy jest odpowiedzialny za swoje ciało. Wszyscy cenimy sobie zdrowie i nie chcemy go stracić. Mimo to żyjemy po swojemu. Nie odżywiamy się zdrowo, nie wysypiamy się wystarczająco przez ciągłe zabieganie, a kiedy już wyłuskamy chwilę dla siebie, padamy na fotel i regenerujemy się bezczynnie siedząc przed komputerami. Robimy też wszystko, by nie ponosić konsekwencji takiego trybu życia – wynajdujemy odtłuszczone mleko, chude sery, colę zero, papierosy light, Wszystko to pozostanie bez efektów, jeżeli nie zrobimy pierwszego kroku – na trasie fotel – drzwi wyjściowe.

Tego kroku nie bali się nasi sportowcy. Mimo że dzielą z nami takie same obowiązki na studiach, nie boją się poświęcić czasu, by zadbać o swoje ciała, w których wszyscy mamy przeżyć kilkadziesiąt następnych lat.

Zdrowie

Na treningu można zostawić siły, ale najważniejsze jest, by wynieść nieco satysfakcji. Potwierdzają to wypowiedzi zawodniczek. Agnieszka: „Mam o wiele lepszą kondycję fizyczną i naprawdę zdrowsze ciało”; Jola: „Te treningi dają radość, odstresowanie, poczucie, że robię coś dla swojego ciała”; Kinga z błyskiem w oku dorzuca: „Endorfiny! A tak na poważnie to po treningu lepiej się czuję, jestem taka spełniona, trochę zmęczona, ale i tak jest satysfakcja. To dobry sposób na spędzanie wolnego czasu.” Podobne doświadczenia ma Oskar: „Co dają treningi? Przede wszystkim lepsze samopoczucie, zarówno fizyczne jak i psychiczne. Poprawiają kondycję, wytrzymałość, wydolność organizmu”.

Czy możliwa jest lepsza rekomendacja? Nie będziemy się jednak czarować – jest też druga strona medalu. Dagmara na to samo pytanie (co dają treningi?) odpowiada: „Ból!” Na szczęście zaraz dodaje: „Oraz poczucie, że zrobiłam coś pożytecznego”.

Często słyszy się opinię, że powinno się trenować ostrożnie, nie przemęczając się – i jest to prawda. Tymczasem dla niektórych stałych bywalców nie stanowi to już problemu – mogą zaszaleć i właśnie to daje im najwięcej radości. Agnieszka mówi: „Lubię takie naprawdę męczące treningi, po których nie mogę nawet podnieść nogi, bo potem się rewelacyjnie śpi”.

Trener w sekcji - Stanisław Zapart - fot arch.

Bo to za darmo!

Sekcja ma jednak drugie oblicze. Nie wszyscy jej uczestnicy to profesjonaliści, startujący w zawodach na najwyższym akademickim poziomie. Wielu z nich to zwykli zjadacze chleba. Dlaczego zatem stają w jednym szeregu z najlepszymi? Bo to za darmo! Jak mówi Jola: „Spodobały mi się zajęcia trenera Biela na wf-ie, nie miałam kasy na fitness, więc postanowiłam zapisać się na lekką atletykę, bo jest dużo treningów i są za darmo”. „Sekcja jest mimo wszystko najtańszym z możliwych sposobów dbania o kondycję” – dodaje Agnieszka. I taka jest prawda – z pełnowymiarowej hali, siłowni i pomocy trenera zawodnicy korzystają za darmo. Każda inna forma aktywności fizycznej kosztuje – czy to wynajęcie hali, czy wykupienie karnetu na basen, siłownię, czy chociażby wspomniany wyżej fitness, a studencka kieszeń nie rośnie wraz z zapotrzebowaniem.

Jedynym dodatkowym wydatkiem jest – nieobowiązkowa, ale jednak – polisa ubezpieczeniowa. Student chcący zostać członkiem AZS-u musi za ubezpieczenie zapłacić 70 zł, w zamian otrzymując kartę ISIC, która nie tylko poświadcza jego przynależność do Związku, ale uprawnia do wielu zniżek (podobnie jak karta EURO<26).

Różni…

W sekcji trenują najróżniejsze osoby. Od licealistów, przez doktorantów i pracowników uczelni, nauczycieli wychowania fizycznego i trenerów, aż do początkujących studentów pierwszego roku, po kilkudziesięcioletne osoby pracujące już w swoich zawodach! Od amatorów dopiero rozpoczynających swoją przygodę ze sportem do mistrzów Polski juniorów. Wbrew temu, czego można by się spodziewać na AGH, w sekcji nie brakuje też kobiet – proporcje płci są wyrównane.

Lekka atletyka to wielka różnorodność, wiele dyscyplin się ze sobą przenika. Długodystansowcy wyruszają w teren, kulomioci i oszczepnicy – na siłownię, reszta spotyka się na hali.

Trener w sekcji - Piotr Biel - fot arch.

Tutaj też każdy ma ulubione ćwiczenie. „Skakanie przez płotki – to jest dla mnie wielkie odkrycie. To jest niesamowite uczucie, kiedy się frunie w powietrzu nad tym metrowym płotkiem. Czuję się wtedy jakbym latał. Bardzo to lubię.” Miałem okazję zobaczyć Oskara i jego kolegów w akcji, a właściwie „w locie”. Jola, zapytana, co najchętniej ćwiczy, mówi: „W sekcji najbardziej lubię rozgrzewki na wszystkie partie mięśni i rozciąganie, zwłaszcza pleców”. Na to samo pytanie bez zająknięcia odpowiada także Kinga: „Rozciąganie! Zdrowo czasem jest, jak poboli”. Kiedy któryś z zawodników narzeka na ból w trakcie treningów, trener Zapart służy dobrą radą: „Musisz pokochać ten ból”. Jeżeli zaś ból nie ustępuje, ordynuje prostą kurację: „Czym sobie zrobiłeś, tym sobie wylecz!”. Jeżeli nogi bolą cię od biegania – pobiegaj, a przejdzie ci! Proste!

Najlepsi, oprócz treningów ogólnych, trenują też indywidualnie, sam na sam z trenerem. Początkujący też mogą pracować swoim rytmem i bardzo to cenią. Przykładem jest Dagmara, która odpowiadając na pytanie, co najbardziej lubi w sekcji, powiedziała: „Głównie to, że mogę sobie przyjść i nikt mnie do niczego nie zmusza. Pracuję swoim tempem, jak nie mam ochoty, to mogę czegoś nie robić.”

Wybierać można swoje tempo i częstotliwość, z jaką przychodzi się na treningi. Niektórzy, jak Mikołaj i Michał (studenci 1. i 3. roku), chodzą codziennie, natomiast niektórzy pojawiają się raz na kilka tygodni. Dla studentów, którzy uczęszczając na sekcję odrabiają swoje zajęcia z wychowania fizycznego, minimum to 2 treningi w tygodniu. O tym, że warto, przekonuje nas przykład Kamila, który niedawno obronił pracę magisterską po skończeniu studiów informatycznych (studiuje jeszcze zarządzanie na Wydziale Zarządzania). Ostatni rok był dla niego zwariowany – studiował równocześnie dwa kierunki i pracował. Mimo to ciągle znajdował czas na treningi!

…ale podobni

Jakkolwiek dużo by ich od siebie nie różniło, zawsze znajdują wiele wspólnych cech. Jedna pasja sprowadza ich do AZS-u. Agnieszka wyznaje: „Do sekcji trafiłam za namową szacownego trenera Biela (śmiech). Poznałam bardzo fajnych ludzi, którzy mają podobne podejście i też lubią wysiłek fizyczny. Na treningach jest naprawdę bardzo przyjemna atmosfera.” „Tak ogólnie to dobra zabawa, atmosfera, odstresowanie się z małą grupką ulubionych ludzi z roku” – dodaje Jola, która na sekcje chodzi ze swoimi koleżankami z grupy.

Michał Rajs
Student III roku Socjologii Wydziału Humanistycznego

Reportaż powstał w ramach zajęć z przedmiotu Retoryka i gatunki medialne