Biuletyn AGH
Magazyn Informacyjny Akademii Górniczo-Hutniczej
20 marzec 2023

Wybierz rocznik

Disce puer…

Chiny są światem samym w sobie. Gdyby reszty świata nie było, Chiny mogłyby i tak istnieć, nie dostrzegając braku tego, co je otacza . Może dlatego się ocknęły po trwającej dziesiątki lat fascynacji językiem angielskim i postawiły tamę ekspansji nie tylko języka, ale i obcej kulturze.

Jak pisze Bloomberg Businessweek, w oficjalnym dzienniku KPCh, Renmin Ribao, opublikowano w kwietniu dwa komentarze redakcyjne, ubolewające nad wtrącaniem do chińskiego słów zapożyczonych z angielskiego. Później w państwowych mediach rozpoczęto kampanię na rzecz ograniczania zakresu nauczania języka angielskiego w szkołach.

Dzieci w miastach zazwyczaj zaczynają naukę angielskiego w trzeciej klasie i jest to jeden z trzech podstawowych przedmiotów, obok matematyki i chińskiego. Niezależnie od wybranego kierunku, aby dostać się na studia, trzeba zdać egzamin z angielskiego. Również naukowcy, którzy myślą o tytule profesorskim, muszą udowodnić znajomość tego języka. Teraz jednak wygląda na to, że nastąpiło przesilenie.

Dlaczego stało się to teraz? W roku 2014 Chiny mogą stać się największą gospodarką świata, biorąc pod uwagę parytet siły nabywczej. W USA rośnie moda na naukę chińskiego, a Pekin otwiera na całym świecie oddziały Instytutu Konfucjusza. Popularyzuje się w kraju ideę „chińskiego snu”, której celem jest dostarczenie alternatywnego źródła inspiracji młodzieży, teraz ślepo naśladującej zachodnie wartości i rozrywki.

Zmartwieniem władz jest coraz słabsza znajomość języka pisanego wśród młodzieży chińskiej. Dzięki smartfonom, tabletom i komputerom wyposażonym w programy rozpoznające ideogramy Chińczycy nie muszą już tracić czasu na zapamiętywanie wszystkich pociągnięć pędzelka, z jakich składa się od 3,5 do 4 tysięcy znaków, znajomości których oczekuje się od absolwenta szkoły średniej. Ten niepokój o znajomość języka ojczystego powoduje coraz większy ruch w prywatnych szkołach językowych, uczących dzieci kaligrafii i chińskiej tradycji.

Angielszczyzna niszczy tożsamość chińszczyzny, grzmią komentarze redakcyjne w państwowej prasie. Ministerstwo Oświaty chce zredukować liczbę punktów za angielski, jednocześnie zwiększając punkty za chiński.

Czy te działania to nie jest zawracanie kijem Żółtej Rzeki? Władze wiedzą, że angielski, jako współczesny lingua franca, jest niezbędny do dalszej ekspansji ekonomicznej Chin. Ale w równym stopniu niepokoi je rozpowszechnienie czegoś, co postrzegają jako zgubne wartości zachodnie, w tym demokracji, społeczeństwa obywatelskiego i wolnych mediów. Rząd obawia się, że jeśli w Chinach rozpowszechni się angielski, to w podobnym stopniu upowszechnia się zachodnie wpływy kulturowe. Stąd potrzeba budowania nowego muru, tym razem językowego.

Jakie wnioski z tej chińskiej kwadratury koła? Ano smutne. Dochodzi nam kolejny język do nauki, wcale niełatwy i prosty. Ale jeśli działania władz chińskich zakończą się choćby częściowym sukcesem, może okazać się, że bez chińskiego ani rusz. A kto szybciej go opanuje, ten będzie zwycięzcą na chińskim, czyli globalnym rynku.

Lucjan Bluszcz