Biuletyn AGH
Magazyn Informacyjny Akademii Górniczo-Hutniczej
18 listopad 2017
Strona GłównaBiuletyn AGHArchiwumKontakt
Interesuje mnie wyłącznie liga międzynarodowa

Każdy człowiek poszukuje tego, czego nie ma, bo każdy ma jakieś swoje marzenia – mówi Rektor AGH prof. Antoni Tajduś.

Panie Rektorze, jaki związek ma zawód górnika z zawodem marynarza? Wiem, że składał Pan papiery na Akademię Morską, czyli to praca na morzu była pańskim marzeniem.

Zawód górnika pojawił się jako trzeci. Na początku chciałem być marynarzem i pewnie bym nim został, gdyby nie opór mojej mamy. Zostałem przyjęty do Wyższej Szkoły Morskiej w Gdyni, ale mama nie mogła się z tym pogodzić. Następnie zdawałem matematykę na Uniwersytecie Jagiellońskim. Tam również się dostałem, ale tym razem to koledzy mi odradzili. Teraz po matematyce pracuje się np. w banku, ale wtedy po takim kierunku uczyło się w szkole i zarabiało niewiele. Koledzy przekonali mnie, że to zawód górnika jest takim zawodem, w którym ma się i prestiż, i dobre zarobki. Wtedy zmieniłem decyzję i postanowiłem studiować w AGH.

Dlaczego postanowił Pan zostać w AGH i robić karierę naukową?

Będąc już na III roku studiów byłem jedną z pierwszych osób w Polsce, które zajmowały się metodami numerycznymi, a ściślej mówiąc zastosowaniem metod numerycznych w rozwiązywaniu zagadnień mechaniki. Bardzo mi w tym czasie pomógł prof. Jan Walaszczyk. To były początki metody elementów skończonych, dziś niezwykle popularnej. Wtedy prof. Henryk Filcek, który chyba dostrzegł we mnie jakieś talenty, zaproponował mi pisanie pracy magisterskiej z tego zakresu i pozostanie na uczelni. Profesor był dla mnie kimś niezwykle ważnym; wydawało się, że jak on coś powiedział, to tak powinno być, bo widocznie ma to dobrze przemyślane. Poza tym temat ten bardzo mnie zainteresował. Jest jeszcze jedna ciekawa historia związana z tym, że zostałem na uczelni. Od III roku studiów dostawałem stypendium z Przedsiębiorstwa Budowy Kopalń w Rybniku. Problem polegał na tym, że w związku z tym stypendium, zaraz po skończeniu studiów powinienem był pójść tam do pracy. To był taki czas, że bardzo potrzebowano inżynierów, więc gdy pojechałem do dyrektora PBK, ten w ogóle nie chciał słyszeć o moim zamiarze pozostania na uczelni. Wtedy – grając trochę va banque – powiedziałem, że istnieją przecież pewne przepisy regulujące takie sporne sprawy, choć przyznam, nie miałem o tym większego pojęcia. Wtedy dyrektor zawezwał do siebie prawnika, którym – ku mojemu zdumieniu – okazał się starszy o dwa lata kolega z rodzinnej miejscowości. I ten kolega przekonał dyrektora, żeby pozwolił mi robić karierę naukową. W zasadzie więc o tym, że zostałem na uczelni, zdecydowały trzy zbiegi okoliczności: pierwszy – mogłem przecież wybrać na badania jakiś inny temat, drugi – prof. Filcek, który zwrócił na mnie uwagę i zaproponował mi pracę naukową, trzeci to kolega prawnik, który poparł mnie u dyrektora przedsiębiorstwa.

fot. Zbigniew Sulima

Woli Pan uczyć czy szefować?

A to jest dobre pytanie – przez wiele lat uważałem, że wolę uczyć. Nawet wtedy, gdy prof. Filcek przyszedł do mnie i powiedział: „Jest taka potrzeba, żebyś został prodziekanem”. A ponieważ wtedy miałem wiele nowych pomysłów na dalszy rozwój swojej pracy naukowej, dość szybko zrobiłem doktorat, miałem już bardzo zaawansowaną pracę habilitacyjną, to na początku zupełnie nie byłem do pomysłu profesora przekonany. Uważałem, że zabieranie się za rządzenie jest w tym momencie zupełnie nierealne. Ale cóż – jak kazali, to muszę. Wtedy nagle się okazało, że mam pewne talenty w tym względzie, o które się nigdy nie podejrzewałem. Trzeba dodać, że wówczas należałem do osób niezwykle nieśmiałych, ale chyba dostrzeżono, że dość dobrze odnajduję się w tego rodzaju pracy, bo po trzech latach zostałem dziekanem. Jako prodziekan zajmowałem się dwiema rzeczami: sprawami ekonomicznymi wydziału (w tym czasie wydział nie miał dobrej sytuacji ekonomicznej) i studiami zaocznymi. Udało mi się te studia zaoczne dość mocno rozwinąć i wtedy też zacząłem poznawać zasady ekonomi i zarządzania.

Dlaczego chciał Pan zostać rektorem AGH?

A ja wcale nie chciałem. Zawsze mi się wydawało, że każde kolejne wyższe stanowisko przekracza moje kompetencje. Nie miałem przecież przygotowania w zakresie zarządzania, ale z drugiej strony myślałem sobie, że gdybym był na tym czy innym stanowisku, zrobiłbym pewne rzeczy – jedne zmienił, inne ulepszył. Ale zawsze zastanawiałem się, czy to nie przekroczy moich możliwości, czy mam do tego predyspozycje. Można zrobić porównanie do sportu: jeśli ktoś przeskakuje metr i tylko tyle potrafi, to nie da rady przeskoczyć trzech, choćby na głowie stawał, bo nie ma do tego predyspozycji. Zawsze trzeba umieć określić swoje możliwości. W moim przypadku było to, można powiedzieć, naturalną koleją rzeczy. Przechodziłem szczeble jeden po drugim: prodziekan, dziekan, prorektor. Zapewne inaczej do pomysłu rektorowania podszedłbym, gdybym miał ze stanowiska prodziekana przejść od razu na stanowisko rektora. Na coś takiego na pewno bym się nie zdecydował. Będąc prorektorem, zauważyłem, że społeczność akademicka popiera moje działania. Uczelnia jest ogromna, jest bardzo ważna dla mnie i dla wielu pracujących tu osób, a rektorem nie zostaje się po to, aby zaspokajać swoją próżność. Dla mnie jest to ogromna odpowiedzialność za ludzi, którzy tu pracują, i ciężka praca. Rzadko bywam w domu przed godziną 20. W ciągu ostatnich siedmiu lat zdarzyło się to zaledwie kilka razy. Uczelnia rozwija się, ale ja mam w tym tylko niewielki udział, do jej rozkwitu przyczyniło się wiele osób, które tu pracują. Myślę, że mamy niezwykłe szczęście do osób tu zatrudnionych – większość z nas bardzo się z AGH identyfikuje i intensywnie pracuje nad jej rozwojem.

fot. Zbigniew Sulima

O których dokonaniach na stanowisku rektora myśli Pan z największą dumą i zadowoleniem?

Mnie się wydaje, że udało mi się przekonać ludzi do tego, że za uczelnię jesteśmy odpowiedzialni wszyscy, że jesteśmy jedną wielką rodziną. A ponieważ spędzamy tu większą część naszego życia, to musimy uczynić akademię miejscem, gdzie chce się być i z dumą mówić, iż jest się pracownikiem AGH. To przecież dziekani i prodziekani chcieli rozbudowywać swoje wydziały, remontować i doposażać laboratoria. Udało mi się też opracować dość dobry program rozbudowy uczelni. AGH ma wielki potencjał, ogromne możliwości rozwoju. Kolejna rzecz – udało mi się określić docelową wielkość uczelni i konsekwentnie starałem się ją budować. Dzisiaj o Akademii Górniczo-Hutniczej mówi się jako o bardzo dobrej uczelni; udało się zbudować świetną markę. Trzecia rzecz, z której jestem dumny, to bardzo dobre kontakty ze studentami, którzy podpowiadają mi, co ich zdaniem dobrze byłoby jeszcze dopracować w naszej uczelni. Pieniądze oczywiście odgrywają w rozwoju uczelni bardzo ważną rolę, ale najważniejsze są wizja, strategia i dopiero potem wykonanie. Jeśli ktoś nie ma wizji, to nie powinien być rektorem tej uczelni.

Jak pańskim zdaniem AGH wypada na tle innych uczelni technicznych? W czym jesteśmy mocni, a co jeszcze trzeba rozwijać?

To co powiem, zabrzmi nieskromnie. Mówi się, że AGH jest jedną z najlepszych uczelni technicznych w Polsce. A ja twierdzę, że AGH jest jedną z najlepszych uczelni w Polsce, nie tylko wśród uniwersytetów technicznych. Jeżeli w różnych rankingach jesteśmy w ścisłej czołówce wśród szkół wyższych, jeśli wygrywamy KIC InnoEnergy – a takich sukcesów możemy wskazać wiele – to w moim odczuciu zdecydowanie jesteśmy w ścisłej czołówce. Jednak moją ambicją jest, aby rosła pozycja międzynarodowa uczelni. Bo to jest najważniejsze. Nie powinniśmy już konkurować tylko na rynku polskim, bo będziemy między sobą walczyć o studentów i badania. Powinna rosnąć międzynarodowa rola AGH, a z tym się wiąże fakt, że będą do nas przyjeżdżać studenci z zagranicy, którzy będą wiedzieć, że AGH świetnie kształci, bo będziemy mieć mnóstwo grantów światowych – co już się dzieje, ale można w tej dziedzinie jeszcze wiele zrobić. Rywalizacja na rynku polskim już mnie mało interesuje, nie chcę rywalizować w tej lidze, mnie interesuje wyłącznie liga międzynarodowa. Jaki cel sobie określimy, taki będziemy realizować.

Wspomniał Pan o KIC InnoEnergy. Ostatnio dużo się mówi o pozyskiwaniu gazu z łupków. Amerykanie twierdzą, że mamy takie zasoby tego gazu, iż możemy przestać martwić się naszymi kurczącymi się zasobami energii. Co Pan o tym sądzi?

To bardzo przybliżone szacunki instytucji polskich i zagranicznych. Dopiero po wykonaniu kilkudziesięciu otworów wiertnych i przeprowadzeniu odpowiednich badań będzie można ocenić ile tego gazu jest. W tej chwili są przygotowywane programy naukowe dla badań gazu z łupków w Polsce. Bo oprócz oczywiście różnego typu odwiertów, poszukiwań – co jest niezwykle ważne – musi zostać wykonana ogromna praca naukowa. Musimy mieć narzędzia i opracować metody, dzięki którym będziemy rozpoznawać, gdzie te złoża się znajdują. Wydaje mi się, że my ciągle jeszcze mało wiemy o tym gazie. Bo jedna sprawa, to czy ten gaz jest, a druga, to czy koszty jego wydobycia nie przekroczą opłacalności. Jestem ogromnym zwolennikiem gazu łupkowego, dobrze by było, gdyby Polska mogła na tym gazie oprzeć swoją energetykę i gospodarkę. Jestem jednak bardzo ostrożny w mówieniu o tym, ile tego gazu jest, gdzie on występuje, oraz czy ilość tego gazu, jakość i koszt są takie, które pozwolą nam zastąpić nim gaz sprowadzany z zagranicy. Akademia powinna i chce uczestniczyć w rozwiązywaniu problemów związanych z gazem łupkowym. To szansa na zdobycie większej wiedzy. Chcemy się też uczyć od innych. Już w tej chwili wysyłamy adiunktów, asystentów i studentów za granicę, aby poznali te procesy i mogli je potem u nas wdrażać.

fot. Zbigniew Sulima

AGH rozkwita. Co tu na uczelni jest szczególnie bliskie pańskiemu sercu?

Ja patrzę na akademię globalnie. Uważam, że zawsze trzeba postawić pytania: czy chcesz przebywać na AGH? A jak wychodzisz z pracy, to czy natychmiast wsiadasz w samochód i uciekasz do domu, czy może przyjemnie czasem przysiąść na którejś z ławeczek i popatrzeć wokół? Czy kampus jest miejscem, gdzie przyjemnie jest się przespacerować? Co tworzy miłą atmosferę? Kazałem wymienić wszystkie lampy; dawniej były betonowe, brzydkie, teraz są piękne, stylowe. Mamy piękne zieleńce, dużo ozdobnych krzewów, kwiatów, kolorowych rabat. Mamy trochę rzeźb młodych artystów z Akademii Sztuk Pięknych w Krakowie. One też pozytywnie zmieniają otoczenie. Nasze piękne budynki zyskały wspaniałe iluminacje, które wieczorami tworzą aurę wokół uczelni. Mamy rzeźbę „Ich dwoje” Bronisława Chromego, udało się sprowadzić i odrestaurować lokomotywę, mamy zegar słoneczny. To m.in. tworzy pewną ładną i przyjazną człowiekowi całość. I to mnie bardzo cieszy.

Jak wygląda przykładowy dzień pracy rektora? Ile trwa, to już wiemy – lekko licząc, trzynaście godzin.

Rzeczywiście, mniej więcej tyle. Pracy jest dużo, bo do zajęć dydaktycznych, a mam ok. 120–150 godzin rocznie (prowadzę wykłady, bo chcę mieć stały kontakt ze studentami i uważam, że nie należy rezygnować z nauczania mimo wielu obowiązków), dochodzą inne zadania, które ma na uczelni rektor – oprócz spotkań z dziekanami, profesorami, podejmowania decyzji i podpisywania licznych dokumentów, otwierania i zamykania konferencji, jest bardzo dużo zadań związanych z reprezentacją. Często jednego dnia jest kilka spotkań na zewnątrz, na których rektor AGH musi być obecny. Reasumując, jest dużo spotkań w uczelni związanych z jej funkcjonowaniem oraz poza uczelnią, gdzie nie wypada, by nie było rektora Akademii.

Jak widać, AGH jest ważną częścią pańskiego życia, nie tylko z zawodowego punktu widzenia. Podobno nawet żonę zawdzięcza Pan akademii?

Tak do końca nie… (śmiech), ale pewnie gdybym nie był na uczelni, a pojechał pracować na Śląsk, to nie spotkałbym swojej żony. Zresztą z tym spotkaniem to też jest zabawna historia. Moja żona pracowała na Chirurgii Białej na ulicy Kopernika. Pracowała tam również – o czym miałem się niebawem dowiedzieć – moja daleka kuzynka. Pewnego dnia spotkałem tę kuzynkę w moim akademiku, gdzie przyszła ze swoją koleżanką, śliczną czarnowłosą dziewczyną. Dziewczyna ta była jedną z pierwszych osób, które nie chciały się ze mną umówić, co mnie bardzo denerwowało… Czyli istotnie – znajomość z moją żoną zaczęła się w akademiku AGH.

Podobno kilka lat temu w Pana życiu pojawiła się nowa bardzo ważna osoba – Julia. Opowie nam pan o niej?

To moja wnuczka. Julia uwielbia dziadka – co jest najważniejsze. Ma trzy lata, niestety obecnie mieszka w Pradze ze swoimi rodzicami. Mamy mało kontaktów – widzimy się mniej więcej raz na miesiąc. Dlatego za każdym razem, gdy się spotykamy, przez jakieś dwie godziny przechodzi koło mnie i udaje, że mnie nie widzi. Potem oczywiście wskakuje na kolana i cały czas jest już tylko dziadek i nikt inny. Jest wspaniałą i bardzo zdolną dziewczynką, a dziadek uwielbia z nią spędzać czas i ją rozpieszczać.

Jeśli mowa o czasie wolnym: mówił Pan kiedyś, że rektor jest człowiekiem stale niewyspanym. Co Pan robi, żeby się zregenerować?

Od trzydziestu lat gram w tenisa. Staram się dwa razy w tygodniu, choć nie zawsze mi się to udaje. Poza tym raz w tygodniu chodzę na basen. Wyznaczyłem sobie termin, że zawsze to będzie środa i staram się tego trzymać. Niestety, czasem są zajęcia, których nie mogę opuścić. Czyli po pierwsze sport, a po drugie – mam działkę, więc pomagam w pracach ogrodniczych. Wprawdzie moja żona mówi, że pomagam bardzo niewiele. I to jest cała moja rozrywka. Na wakacje lubię jeździć do Łukęcina. Chciałbym też zwiedzić Włochy. W tamtym roku byłem w Toskanii, a w tym roku chcemy jechać do Umbrii. Kolejnym ulubionym miejscem to Tymbark i chodzenie po górach. Uwielbiam też zbierać grzyby. To wspaniały relaks, bo z jednej strony to wysiłek, gdy spaceruje się po lesie kilka godzin, a z drugiej możliwość odpoczynku, gdy znajdzie się jakieś piękne miejsce. Poza tym sprawia mi ogromną satysfakcję, jak zbiorę więcej grzybów niż mój kolega, pan rektor Słomka. Tadeusz mieszka niedaleko mnie, więc często razem wybieramy się na grzyby, ale najbardziej, jak już mówiłem, uwielbiam grać w tenisa. Szkoda, że tak późno zacząłem, bo być może miałbym lepsze wyniki.

Ale wtedy byłby Pan sportowcem, a nie rektorem, więc chyba nie ma się co martwić.

Tak, ale każdy człowiek poszukuje tego, czego nie ma, bo każdy ma jakieś swoje marzenia.

Panie Rektorze, zbliżając się do podsumowania wywiadu – co uważa Pan za swój największy sukces zawodowy, największe marzenia, co sprawiło panu największą radość, a co było najdotkliwszą porażką?

Jakoś mi się udawało te swoje marzenia realizować. W każdej dziedzinie czuję się wprawdzie niedowartościowany, bo pewnie mógłbym być lepszym rektorem, pewnie popełniłem trochę błędów wynikających z braku doświadczenia czy z mojego charakteru. Jest trochę takich rzeczy, które patrząc z perspektywy zrobiłbym nieco inaczej, ale wydaje mi się, że nie mam większych wpadek. Przynajmniej teraz nic takiego nie przychodzi mi na myśl, ale życie składa się z takich drobnych osiągnięć i drobnych wpadek. Dopiero gdy się je sumuje, to wychodzi sukces lub porażka.

Mówił Pan niedawno, że po zakończeniu kadencji będzie się przechadzał po AGH z cygarem i patrzył, jak inni się męczą. To z całą pewnością przyjemna perspektywa, bo akademia rozwija się i wygląda imponująco, ale dla człowieka przyzwyczajonego do działania samo oglądanie szybko stanie się nużące. Co planuje Pan na najbliższy czas czy na najbliższe lata?

Trochę jestem głodny nauki. Wiem, że powroty bywają trudne, ale mnie podczas całej mojej działalności, nazwijmy to organizacyjnej, brakowało nauki. Lubię pracować naukowo, lubię czytać, rozwiązywać zadania, taka praca bardzo mnie cieszy. Mam pomysł na napisanie dwóch, może trzech książek. Poza tym nigdy nie byłem kierownikiem katedry, nigdy wcześniej tego nie chciałem z obawy, aby nikt mi nie mógł zarzucić, że pracując na stanowiskach rektora czy prorektora wyróżniam swoją katedrę. No i oczywiście pozostaje dydaktyka.

Dziękuję za wywiad. Życzę wielu sukcesów, realizacji planów oraz marzeń zawodowych i osobistych.

Z prof. dr. hab. inż. Antonim Tajdusiem, Rektorem Akademii Górniczo-Hutniczej, rozmawiała Ilona Trębacz.


Koncert zespołu „Pod Budą” poświęcony Rektorowi AGH
prof. Antoniemu Tajdusiowi – 21 czerwca 2012

fotografie z uroczystości znajdują się pod adresem:
foto.agh.edu.pl/thumbnails.php?album=273

fot. Zbigniew Sulima
fot. Zbigniew Sulima
fot. Zbigniew Sulima
fot. Zbigniew Sulima