Biuletyn AGH
Magazyn Informacyjny Akademii Górniczo-Hutniczej
30 czerwiec 2022
Strona GłównaBiuletyn AGHArchiwumKontakt
Poszukiwania złóż w krainie Czyngiss-Chana
06 grudzień 2011

Dzięki współpracy nawiązanej przez prof. Adama Piestrzyńskiego i dr Jadwigę Pieczonkę z mongolską firmą poszukiwawczą, na przełomie lipca i sierpnia 2011 roku, odbyła się kolejna wyprawa do Mongolii. Już piąty rok z rzędu członkowie Koła Naukowego Geologów i studenci specjalności Geologia i prospekcja złóż mieli okazje wziąć udział w pracach poszukiwawczych za złożami metali na terenie pustyni Gobi.

Za każdym razem wyprawie towarzyszą miesiące przygotowań, jest to czas spędzony zarówno na przygotowaniach teoretycznych jak i praktycznych. Zbierane są wszelkie informacje geologiczne dotyczące rejonu badań, które mają ułatwić późniejszą pracę w terenie.

Cel wyprawy zlokalizowany był na pustyni Gobi w południowej części Mongolii. Początek podróży to podobnie jak w poprzednich dwóch latach przelot samolotem do Ułan Bator. Pierwsze wyprawy w 2007 i 2008 roku wykorzystywały jako środek transportu kolej transsyberyjską. Podróż taka trwała 7 dni i zawsze towarzyszyły jej niezapomniane chwile.

fot. T. Ćwiertnia

W stolicy Mongolii był czas na krótki odpoczynek, zrobienie zapasów na kolejne dwa tygodnie oraz skompletowanie sprzętu niezbędnego do prac terenowych. Do osiągnięcia celu podróży pozostało około 700 km. Przy wykorzystaniu samochodów terenowych potrzeba było dwóch dni, aby pokonać ten dystans. Zmierzając w kierunku ajmaku Bayanhongor można było podziwiać bezkres przepięknych, zielonych mongolskich stepów, tylko od czasu do czasu naznaczonych ludzką obecnością. Nocleg w mieście Arwajcheer, stolicy ajmaku południowochangajskiego, zbiegł się w czasie z obchodami święta Naadam. Jest to tradycyjne święto mongolskie, podczas którego odbywają się zawody w strzelaniu z łuku, zapasy oraz wyścigi konne, w których udział biorą nawet kilkuletnie dzieci.

Po dwóch dniach drogi dotarliśmy na miejsce. Podczas podróży krajobraz zmienił się całkowicie, z zielonych stepów w pobliżu Ułan Bator w mało przyjazny dla człowieka północny skrawek pustyni Gobi. Po rozbiciu obozu i zaopatrzeniu się w zapas wody na kilka dni, rozpoczęły się prace geologiczne według planu opracowanego jeszcze w kraju. Przez następne dwa tygodnie każdy dzień wyglądał podobnie. Pobudka wcześnie rano, szybkie śniadanie i podróż w wyznaczony rejon badań. Morfologia terenu poszukiwań była bardzo urozmaicona. Strome pagórki, płaskie równiny oraz głębokie wąwozy – takie ukształtowanie terenu znacznie utrudniało poruszanie się. Natomiast brak szaty roślinnej oraz gleby ułatwił prace poszukiwawcze i kartograficzne, gdyż wszystkie interesujące wychodnie skał widoczne były na powierzchni. Około południa trzeba było wracać do obozu z powodu nieznośnego upału. W tym czasie każdy z uczestników wyprawy próbował znaleźć odrobinę cienia dla siebie. W samochodzie, pod samochodem lub pod skałą, każde miejsce było dobre. Po południu, około godziny 15 wyruszano na dalszy rekonesans. Kilka dni upłynęło na opisywaniu rdzeni wiertniczych z otworów, które zostały wywiercone zgodnie z projektem sporządzonym na podstawie wcześniejszych badań oraz na pobieraniu z nich próbek do dalszych analiz. Po każdym dniu w obozie przybywało próbek mineralogicznych, szlichowych i glebowych, które wieczorami były katalogowane i opisywane. Codziennej pracy terenowej towarzyszyły zapierające dech w piersiach widoki, przemierzające Gobi stada wielbłądów, kóz i owiec. Spotkać można było też mniej przyjazne zwierzęta jak węże i skorpiony. Na te drugie najczęściej można było się natknąć po zmroku.

fot. prof. A. Piestrzyński

Po dwóch tygodniach pracy w terenie nadszedł czas powrotu do Ułan Bator. Krajobraz zmieniał się z każdym kilometrem. Pojawiało się coraz więcej zieleni, aż do malowniczych zielonych stepów z niezliczonymi stadami koni, owiec i kóz. Kilka dni spędzonych w Ułan Bator było czasem na sporządzenie listy wszystkich próbek oraz posegregowaniu ich w zależności od typu analizy do jakiej były przeznaczone, a następnie przygotowanie ich do wysłania. Znalazło się również parę godzin na zwiedzanie miasta i zakup pamiątek. Godne polecenia są muzea historii Mongolii i historii naturalnej oraz zespół świątyń buddyjskich z olbrzymim posągiem Buddy wykonanym z miedzi, srebra i złota.

Podczas pobytu w terenie zdobywa się nie tylko cenne doświadczenie zawodowe, ale również nabiera się szacunku dla natury i ludzi, którzy żyją z nią w ścisłej harmonii w tych ciężkich warunkach. Podobnej relacji trudno szukać obecnie w jakimkolwiek europejskim kraju. Spokój, który emanuje z krajobrazu, a jednocześnie jego siła, przemawiają do każdego. Mongolia to kraj, który chyba nigdy się nie znudzi i do którego zawsze chce się wracać…

Uczestnicy wyprawy: prof. Adam Piestrzyński, dr Jadwiga Pieczonka, mgr inż. Tomasz Ćwiertnia, mgr inż. Władysław Zygo, inż. Andrzej Lis, Hubert Kozioł.

Wyjazd mógł się odbyć dzięki pomocy Rektora AGH i Dziekana WGGiOŚ.

Władysław Zygo
Tomasz Ćwiertnia