Biuletyn AGH
Magazyn Informacyjny Akademii Górniczo-Hutniczej
19 listopad 2017
Strona GłównaBiuletyn AGHArchiwumKontakt
E-podręczniki

W ostatnim czasie w prasie pojawiły się doniesienia, że Ministerstwo Edukacji, promuje e-podręczniki. Choć nie dotyczy to bezpośrednio szkolnictwa wyższego, warto skorzystać z tej okazji, by zastanowić się, jakie problemy związane są z wykorzystaniem tego typu narzędzi. Można się bowiem spodziewać, że ta inicjatywa w jakiejś postaci trafi niedługo również na uczelnie. Oto więc pytania, które należy w związku z tym postawić:

1. Kogo na to będzie stać? Ministerstwo zakłada, że to nie państwo będzie finansować tablety dla uczniów. Minister Hall twierdzi, że to samych rodziców będzie stać na zakup odpowiednich urządzeń. Ma rację, że taki sprzęt tanieje; ma rację, że dla coraz szerszej grupy odbiorców jest on osiągalny i postrzegany jako niezbędny; czy ma rację sądząc, że dotyczy to całej Polski, nie tylko Warszawy i innych bogatszych okolic? Ta kwestia w mniejszym stopniu dotyczy jednak studentów. To grupa, która już i tak inwestuje w edukację, w tym niezbędny sprzęt i oprogramowanie. Powszechnie korzysta z komputerów. Do tego szkoły wyższe mają większe możliwości dostarczania odpowiedniej infrastruktury (choćby przez udostępnianie łączy internetowych w akademikach). Można więc sądzić, że brak funduszy nie będzie znaczącą przeszkodą we wprowadzaniu e-podręczników na uniwersytetach.

2. W czyim interesie jest wprowadzanie e-podręczników? Jak można się było spodziewać, wydawcy szybko zaprotestowali, ponieważ to rozwiązanie jest dla nich niekorzystne. Pewnie tak, ale czasem trzeba ważyć interesy różnych grup. Łatwiej o sympatię dla potrzeb młodzieży. Choćby to, że zmniejszy się ciężar noszonych toreb, a i tak całą niezbędną literaturę będzie można mieć zawsze przy sobie, każe uznać e-podręczniki za dobry pomysł. Jeśli więc trzeba będzie wybierać, to niech na wydawcach spocznie konieczność przystosowania się do zmian na rynku i w oczekiwaniach klientów.

Osobna sprawa to interesy autorów. Wydaje się, że z ich punktu widzenia wprowadzenie e-podręczników też jest korzystne. Przede wszystkim znacząco ułatwi wprowadzanie poprawek do książek. Zwiększy się więc aktualność i „żywotność” ich dzieł. Do tego e-podręczniki łatwiej dystrybuować i nie ma ryzyka, że w magazynach zalegną niewykorzystane i już niepotrzebne egzemplarze.

3. Czy omawiane rozwiązanie nie będzie sprzyjać naruszaniu praw autorskich, zwłaszcza majątkowych? To np. ważny dla wydawców argument. Zwracam jednak uwagę, że kwestii piractwa e-podręczników nie należy rozpatrywać w oderwaniu od tła, jakim w tej sprawie jest piractwo książek papierowych. Wszechobecność punktów ksero, przynajmniej w ośrodkach akademickich, jest widomym znakiem, że jeśli ktoś chce kopiować materiały, to już teraz nie ma z tym najmniejszych trudności.

4. Jak mają wyglądać e-podręczniki? Aktualna odpowiedź: Mają być „tożsame” z papierowymi. Innymi słowy, zanosi się, że uczniowie dostaną wielkie pliki pdf. Trudno to uznać za pełne i nowoczesne wykorzystanie możliwości multimediów i Internetu. Przecież już teraz do wielu podręczników – głównie zachodnich, do nauki języków – dodawane są płyty CD z dodatkowymi, interaktywnymi zasobami. Zrozumiałe, że uczniowie tej samej klasy czy studenci tego samego kierunku powinni się uczyć z tego samego podręcznika, ale czemu zamykać już na wstępie możliwość dodawania materiałów rozszerzających (choćby odnośników do treści internetowych) albo typów ćwiczeń, które na papierze są niewykonalne?

Trudno na razie wyrokować, jak potoczą się losy pomysłu minister Hall. Całkiem prawdopodobne, że przyjmie jeszcze kilka wersji zanim zacznie się go wprowadzać w życie i kolejnych kilka, zanim się skończy. Dobrze jednak, żeby z nim ruszyć. To nie najgorsza myśl, żeby skorzystać z możliwości, które oferuje 21. wiek.

Jan Marković