Biuletyn AGH
Magazyn Informacyjny Akademii Górniczo-Hutniczej
09 sierpień 2022
Strona GłównaBiuletyn AGHArchiwumKontakt
Tekst w związku z projektem budowy Panteonu w kościele Świętych Piotra i Pawła
21 kwiecień 2011

Tekst zamieszczony w Biuletynie, a dotyczący sprawy Panteonu Narodowego w kościele św. Piotra i Pawła – można uzupełnić.

Nie poprawić, a uzupełnić, dodając pewne informacje i uwagi.

Jak wiem, w czasach gdy Austriacy zajęli Wawel i praktycznie nie było doń dostępu padł pomysł erygowania Panteonu Narodowego. I o tym może słów kilka.

Wtedy to, czyli jeszcze w XIX w., zaproponowano by Pantenon mieścił się w kościele świętych Piotra i Pawła. Kraków był miejscem biednym, ale pod koniec zaborów cieszącym się względnymi swobodami patriotycznymi. Tym samym dla wszystkich Polaków, Kraków był miejscem symbolizującym słowa „ojczyzna” i – ku pokrzepieniu serc – „czasy świetności”. Pomysł więc dzisiejszy jest kontynuacją tej myśli.

Jednym z argumentów przeciw tej lokalizacji, była pamięć nie tyle żywa co zapisana w dokumentach, o katastrofie budowlanej w trakcie budowy samego kościoła. Katastrofa była przypisywana usunięciu się gruntu w kierunku bagien św. Sebastiana. Te rozciągały się zajmując mniej więcej dzisiejszy kwartał ulic św. Sebastiana i J. Sarego od koryta Wisły (dziś zasypanego – jako ul. J. Dietla), pod same – niezbyt w tym miejscu mocno posadowione, mury miasta. W trakcie budowy zawaliła się konstrukcja podpór kopuły.

Była też i iskra dla tej inicjatywy.

Ową iskrą – ciekawym fragmentem kwestii umiejscowienia Panteonu była nie tylko – choć głównie – postać legendy myśli o wolnej Polsce – ks. P. Skargi pochowanego właśnie w tym kościele. Z myślą tą łączy się też i sprawa pomnika Piusa IX-tego. Pomnik ten jest postawiony w tym kościele po prawej stronie w samym złączeniu nawy głównej z transeptem. Pomnik przedstawia siedzącą postać Papieża, z ręką podniesioną do błogosławieństwa. Rzeźba wykonana przez W. Gadomskiego na zamówienie, dziś byśmy powiedzieli – społeczne, w białym marmurze. Piękna to robota rzeźbiarska – jest nawet wykuty ażur komży wychodzącej spod szat pontyfikalnych. Zastanawia tylko połączenie głowy z ową uniesioną ręką – nie odkutym walcowym kawałkiem kamienia. W pierwszej chwili nawet można pomyśleć, iż Papież trzyma w ręku jakiś zwój, może bullę, dokument – ale bliższe przyglądniecie się pozwala na stwierdzenie – to toporny stosunkowo, zwykły brak wykończenia rzeźby. Taka niedoróbka? Nic z tych rzeczy. Historia wyglądała następująco. Po już wielodziesięcioletniej niewoli – oto Papież Pius IX w trakcie jednego ze swych przemówień, wymienił z imienia Polskę – która w ogóle przecież nie istniała. Wobec potęg, wobec zaborców! Powiedział – sam Papież! Wieść się szybko rozniosła mimo, że nie było Internetu. Wzbudziła ona podniosłą radość. Duch pokrzepienia ku wolności i zapał, spowodował nie tylko entuzjazm dla Papieża, ale i inicjatywę postawienia Mu pomnika. Miał być on umieszczony w jednej z kaplic Katedry Wawelskiej. Ze względu na kontekst sprawy – zaborcy na to nie pozwolili, a pamiętajmy że Wawel był w ich władaniu jako koszary. Wtedy właśnie, już gotowy posąg, postawiono „prowizorycznie” w kościele św. Piotra i Pawła – w przygotowaniu do dalszego transportu – stąd nie odkuta ręka, jest tak właśnie zabezpieczona. Wolnej Polsce pomnik miał – jako symbol – jednak powędrować na Wawel. Równolegle, wobec słabej dostępności Wawelu i by zademonstrować zaborcy, że Polska jest – w duszach – w ludziach, pomysł podbudowania ducha narodowego założeniem Panteonu Wielkich Polaków się konkretyzował. Jak już napisano miał być on ulokowany właśnie w owym kościele. Sprzeciw i przeciwdziałanie zaborców, a także odkrycie prochów J. Długosza i Jego ponowny pochówek w 1880 roku – zapoczątkowały umieszczanie Panteonu w Krypcie pod kościołem św. Stanisława i Michała na Skałce. Tam pod kuratelą oo. Paulinów już zaborcy była mniej dostępna.

Oczywiście dawno nie żyje, oślepły zresztą pod koniec życia wspaniały rzeźbiarz, miałby dziś ze 150 lat, ale może w końcu ktoś się odważy na odkucie owej ręki, by symbolicznie błogosławiła miejsce nowego Panteonu, tak by ten tam w końcu powstał.

I druga sprawa, o której nie wolno nie wspomnieć, mówiąc o związkach Akademii z Kościołem św. Piotra i Pawła. Mówimy o latach 70-tych ubiegłego wieku. Główną tu rolę gra cała grupa naukowców z AGH pod wodzą prof. J. Gomoliszewskiego. To dzięki profesorowi i Jego zespołowi została wykonana dokładna dokumentacja i analiza fotogrametryczna bryły nie tylko kościoła św. Piotra i Pawła, ale i np. św. Anny. Te rzeczy, które w kościele św. Anny składano na karb pośpiechu przy budowie, a w kościele św. Piotra i Pawła na niedoskonałości ówczesnej techniki, okazały się być niezwykle właśnie precyzyjnymi zabiegami koniecznymi do osiągnięcia złudzeń optycznych. Są to dowody materialne najwyższego kunsztu – a nie partactwa. Budowniczowie owych czasów byli mistrzami – a ich metody są chyba do dziś zagadką – skoro dopiero bardzo precyzyjna praca współczesnego fotogrametry, wybitnego naukowca – geodety i – architekta (o ile wiem), w jednej osobie, wykazała pełną konsekwencję i majstersztyk rzekomych niedoróbek. Na marginesie – tuż po wojnie – w ramach AG – działały wydziały politechniczne z architekturą właśnie i z nich 1948 roku powstała Politechnika, której miało wedle zamiarów Gen Ziętaka – w ogóle w Krakowie nie być. Ale to oddzielna sprawa.

Wróćmy do kościoła. Na przykład, różnice w wysokości gurtów i łuków nad przejściami w nawach bocznych są konsekwentnie postępujące wzdłuż całej budowli. Tworzą wrażenie większej jej długości – nie są błędami. W przypadku kościoła św. Anny, po zburzeniu poprzedniego kościoła zamykającego ul św. Anny, nowy był stawiany z frontem równolegle do osi ulicy – na działce ograniczonej swą głębokością. Nie było więc miejsca na właściwe proporcje. Dalej – umiejętne pochylenie frontonów tych kościołów – dla obserwatora stojącego na ulicy daje wrażenie większej strzelistości budowli. Nieuzbrojonym okiem, też można się przekonać, jak budowane już przez kogo innego i wiele lat później, postumenty pod postacie apostołów ustawione w szeregu przed frontem kościoła św. Piotra i Pawła – mają postawy nie kwadratowe, a precyzyjnie dostosowane do wymogów wywołania złudzenia większej odległości pomiędzy frontonem, a ulicą. Ulica przecież już istniała i to jeszcze od czasów przed lokacyjnych, obecny Plac św. Magdaleny, był zajęty kościołem pod tymże wezwaniem. Ciasno – a kościół w zamiarze miał być reprezentacyjny. I takim przecież w swej bryle jest.

Na przykładzie tej ostatniej opowieści – wykorzystując ją – warto chyba poruszyć jeszcze jedną – w moim odczuciu ważną sprawę. Dzisiejsza Akademia – co najmniej słabo dokumentuje swoje dzieje. Ktoś powie – ależ skąd – jest wszak muzeum, są tradycje itd. Tak, tylko że tradycja już staje się folklorem, a nie osią, na której buduje się elitę zawodu, a o ludziach, którzy swój dorobek – nieraz znaczny poświęcili akademii – słuch zanika z chwilą Ich odejścia. Proszę – znajdując się na stronie AGH – dowiedzieć się cokolwiek o takich ludziach jak właśnie prof. J. Gomoliszewski, M. Jeżewski, T. Malkiwicz S. Jasiewicz – nie mówiąc o rektorach od prof. Hoborskiego zaczynając, a to mówię tylko z punktu widzenia mojej dyscypliny.

Skąd to mają młodzi ludzie wynieść. Jak mają mieć podziw dla tych, którzy tworzyli całe dziedziny nauki i – praktyki?

I nad tym też warto się zastanowić zanim się powie, że to przebrzmiałe rzeczy. Bez nich młodzi nie mają odskoczni. Każdy zaczyna jakby był pierwszy na świecie, a tak nie jest i wiedza w tym zakresie daje silny impuls początkowy. Wcale nie chodzi tu o patrzenie do tyłu, a właśnie – do przodu.

Feliks Stalony-Dobrzański