Biuletyn AGH
Magazyn Informacyjny Akademii Górniczo-Hutniczej
18 styczeń 2022
Strona GłównaBiuletyn AGHArchiwumKontakt
W zadumie… Rakowickiego cmentarza…

W południowej porze słonecznego, upalnego, pięknego dnia lipcowego (w środę), po Mszy św., w cmentarnej kaplicy na Rakowicach, odprowadziliśmy na miejsce wiecznego spoczynku, w asyście żołnierskiej straży honorowej, trumnę z człowiekiem wielkiego formatu, doktora inżyniera, ale przede wszystkim wielce zasłużonego pedagoga, wychowawcę wielu tysięcy nauczycieli.

Tam, w ciszy Rakowickiego cmentarza, żegnając się po raz ostatni z zawsze szanowanym i poważanym przeze mnie, długoletnim Kierownikiem Zakładu Pedagogiki AGH, złożyłem Mu głębokie podziękowania wobec uczestników pogrzebu, za dobrodziejstwa jakich doświadczyłem ze strony śp. dr. inż. Ryszarda Czekajowskiego w czasie długiego okresu mojej pracy pod Jego kierownictwem.

Jemu zawdzięczam zatrudnienie w AGH, opiekę i ukierunkowanie naukowo-badawcze. On czuwał nad rozwojem moich zainteresowań badawczych i publikacyjnych, nad moim, ogólnie biorąc, doskonaleniem osobowościowym wizerunku nauczyciela akademickiego. Dzięki Jego inicjatywie byłem kierowany na różne konferencje naukowe w wielu uczelniach Polski.

W tamtych latach Zakład Pedagogiki AGH miał nawiązane kontakty z szeregiem placówek naukowo-dydaktycznych. Wymienię choćby te, zakładowi najbliższe, jak: Uniwersytet Jagielloński, Politechnika Warszawska, Wrocławska, Gliwicka, Radomska, Częstochowska, dawna Wyższa Szkoła Pedagogiczna, a dzisiejszy Uniwersytet Pedagogiczny w Krakowie, Politechnika Krakowska (i inne). Doktor R. Czekajowski ściśle współpracował z Krakowskim Oddziałem PAN i PAU, dzięki czemu pracownicy naszego zakładu byli na bieżąco informowani o pracach tych instytucji, w szczególności w zakresie zagadnień dotyczących kształcenia, mieli też możliwość publikowania tam swoich doniesień, prac badawczych.

Mój długoletni Kierownik powierzał mi odpowiedzialne zadania, z których nie raz nie łatwo było mi się wywiązać, ale gdy dostrzegł jakieś zawirowania, nieprawidłowości, to służył bezinteresowną radą, a także pomocą, gdy zachodziła taka potrzeba, np. w sytuacji gdy koordynowałem pracę zespołu naukowego, dotyczącą ważnego dla uczelni tematu badawczego.

Innym razem, w sytuacji gdy przedwcześnie zmarł mój promotor pracy doktorskiej, nieodżałowany prof. Jan Kulpa, to dr inż. R. Czekajowski zabiegał na Wydziale Humanistycznym WSP w Krakowie o przydzielenie mi nowego promotora, a następnie recenzentów.

Kilka lat temu, jeszcze jako Kierownik Zakładu Pedagogiki złożył wniosek na ręce Rektora AGH, prof. Mirosława Handke o powołanie mnie na stanowisko współredaktora, powstającego, nowego Biuletynu Pracowników AGH, którą to funkcję pełniłem aż do czasu przejścia na emeryturę.

Pod Jego kierownictwem Zakład Pedagogiki przeżywał apogeum swojego rozwoju, bowiem działał na wielu płaszczyznach, np. prowadził Studium Pedagogiczne dla Studentów, Studium Pedagogiczne dla Nauczycieli, Studium Pedagogiczne dla Asystentów, a także zajęcia dydaktyczne ze studentami I roku w zakresie metodyki studiowania.

Do współpracy z zakładem dr inż. R. Czekajowski, oprócz etatowych pracowników, pozyskiwał przedstawicieli różnych dyscyplin naukowych kilku uczelni, wspomnę choćby Z. Kietlińską, Z. Mysłakowskiego, J. Kulpę, H. Smarzyńskiego, I. Isterewicz.

Zakład Pedagogiki prowadził także przez kilka lat Redakcję Technologii Kształcenia w Wyższych Szkołach Technicznych. Na wniosek kierownika zakładu zostałem jej współredaktorem. Były to międzyuczelniane zeszyty poświęcone nowym metodom i środkom kształcenia w uczelniach technicznych.

Zakład prowadził również eksperymentalnie Poradnię dla Studentów, której celem było ułatwienie młodzieży akademickiej adaptacji w warunkach uczelnianych i pomoc w rozwiązywaniu niektórych problemów natury psychologiczno-pedagogicznej. Prowadzenie tej poradni zlecił mi także wspomniany kierownik zakładu. Pragnę podkreślić, że jako przełożony był wprawdzie tolerancyjny, ale obiektywny i sprawiedliwy w ocenie moich efektów pracy zawodowej.

Postać, postawa i dokonania dr inż. R. Czekajowskiego pozostaną w mojej pamięci i sercu do końca moich dni. Jego zapał do pracy pedagogicznej, do pomocy innym, przenikał nie tylko w serca Jego współpracowników w Krakowie, ale także poza obecne granice naszego kraju… Wiem, że był prawdziwym Polakiem i Krakowianinem w działalności na wielu płaszczyznach: pedagogicznej, naukowej, organizacyjnej, związkowej, ale młodzieńcze Jego serce pozostało w ukochanym Lwowie, do którego chętnie wyjeżdżał i tam opiekował się do niedawna niejedną polską szkołą, przecież to w ich szkolnych ławach przed II Wojną Światową i później, zdobywał uczniowskie i harcerskie stopnie.

O Jego miłości do Lwowa świadczyć może i to, że gdy w naszym kraju dzięki „Solidarności” nastąpiły zasadnicze zmiany i została zniesiona cenzura, to On przywiózł ze Lwowa taśmę z nagraniami piosenek, które ongiś grane i śpiewane były przez lwowską kapelę podwórkową, z prośbą żebym sobie je przegrał, ponieważ wiedział, że interesuję się muzyką ludową. Jedną z pierwszych piosenek była ta pod tytułem Marsz Lwowskich dzieci, które „…idą tułać się po świecie” (…), „…może uda się, że powrócę zdrów i zobaczę znowu Lwów”. To był wymowny i piękny gest z Jego strony.

W zadumie nad bogactwem i wrażliwością Niepokonanego Niezłomnego Serca, oprócz wiązanki kwiatów zapalonego przeze mnie migotliwego płomienia znicza przy rodzinnym Jego grobowcu, składam te kilka słów wspomnień i podziękowań.

Był dobrym, wspaniałym człowiekiem, niech spoczywa w pokoju.

dr Józef Szerłomski