Biuletyn AGH
Magazyn Informacyjny Akademii Górniczo-Hutniczej
30 czerwiec 2022
Strona GłównaBiuletyn AGHArchiwumKontakt
Gdy „Proszę Pani” brzmi dziwnie

Zawód przedszkolnego wychowawcy wciąż jest zarezerwowany niemal wyłącznie dla kobiet. W Polsce na stanowisku nauczyciela przedszkola zatrudnionych jest jedynie 377 mężczyzn, jak podaje raport przygotowany przez Centralny Ośrodek Doskonalenia Nauczycieli. Polski system edukacyjny cierpi na brak mężczyzn, co szczególnie widać w przedszkolach. Liczby nie kłamią. 80% etatów w oświacie zajmują kobiety. Sytuację można sobie doskonale unaocznić, wchodząc do budynku Wydziału Pedagogicznego najstarszej uczelni pedagogicznej w kraju.

Budynek przy Ingardena 4 nie wyróżnia się specjalnie na tle innych budynków o charakterze dydaktycznym w Krakowie. Zwykła, szara konstrukcja. Jednakże wnętrze zadziwia. I bynajmniej nie o wystrój czy kolor ścian chodzi. Krążąc po korytarzach można odnieść wrażenie, że trafiło się do rzeczywistości niczym ta znana nam z Seksmisji. Tłumy pięknych, zadbanych, radosnych kobiet w mniejszych bądź większych grupkach przemieszczają się po zakątkach wydziału. Co jakiś czas można spotkać mężczyzn. Zazwyczaj w grupach. „Ci są z wojska”, czyli z wychowania obronnego z wiedzą o społeczeństwie. Z kierunku uchodzącego w tym miejscu za męski.

Dlaczego?

Piotr, Maciek i Rafał nie poszli z prądem. Nie wybrali, jak większość ich kolegów, kierunków, które „tradycyjnie” uważane są za męskie. Zamiast politologii, ekonomii czy budownictwa zdecydowali się na wychowanie przedszkolne i wczesnoszkolne. – Przedszkolanek często przedstawiany jest jako oferma, tymczasem to robota dla twardziela! Praca z maluchami to jak skok ze spadochronem! One same z siebie generują coraz to nowe radości, ale i wyzwania – mówi Maciek, zapytany o motywacje przy wyborze kierunku, uśmiechnięty, szczupły student pedagogiki z dredami. W jego wypowiedzi pojawiają się dobrze nam znane stereotypy. Mężczyzna chcący pracować w przedszkolu to na pewno nieudacznik, ktoś z zaburzeniami osobowości, może nawet pedofil. No bo jakżeby inaczej, przecież „normalny facet” nie decyduje się na pracę z dziećmi.

– Ten zawód w moim domu ma tradycję. Babcia uczyła w szkole. Wujkowie też, a mama nadal pracuje w przedszkolu. Bardzo lubię dzieci i chciałbym pracować w przedszkolu. Trafiłem na studia, na jakie chciałem – wyjaśnia Piotr. Motywacje Rafała były inne. Od zawsze chciał być nauczycielem muzyki. Niestety, nie spełnił wymagań, jakie stawiane są kandydatom na Akademię Muzyczną. Jak zaznacza, nie planuje pracować w przedszkolu ze względu na niskie zarobki. Same studia są jednak dla niego bardzo rozwojowe. – Na tych studiach człowiek może naprawdę wiele dowiedzieć się o sobie samym. Wierzy, że umiejętności, głównie interpersonalne, nabyte na pedagogice pomogą mu w przyszłości w znalezieniu pracy w branży muzycznej. Już teraz dorabia na weselach jako wodzirej.

Pedagogika dla Maćka jest drugim kierunkiem, poza nią studiuje też historię. – Praca z dziećmi zawsze była dla mnie ekscytująca. Będąc nastolatkiem, miałem swoją drużynę harcerską, a od kiedy zacząłem studia jeżdżę na kolonie jako wychowawca – dodaje. Chłopaki dostrzegają problem w małej reprezentacji mężczyzn w edukacji. Mówią o kryzysie męskości, braku wzorców, niedzielnych ojcach, wyjazdach zarobkowych, braku męskiego opiekuna wtedy, gdy jest on najbardziej potrzebny. Zauważają, że ciągła obecność kobiet w życiu dzieci, szczególnie zaś chłopców, może się negatywnie odbić na ich rozwoju.

– Chciałbym, żeby mężczyźni zaczęli głośno mówić o tym, że wychowanie dzieci to i dla nich fascynująca sprawa. Wielu z nich nie myśli o tej pracy, bo boi się stracić twarz macho. Nie chcą usłyszeć od kumpli: „Przedszkolanek? Naprawdę nie nadajesz się do czegoś lepszego?” Tymczasem faceci robią to przecież w domu: przewijają, turlają się z dziećmi po dywanie, razem budują wieże z klocków, wychodzą na spacery – mówi Piotrek, żywo przy tym gestykulując.

Z jakim przestajesz,
takim się stajesz

Stosunek koleżanek do nich jest, jak twierdzą, w porządku. – Nie mamy żadnego problemu z notatkami. Zawsze znajdzie się jakaś miła, ładnie kaligrafująca koleżanka, który użyczy swoich zapisków w punkcie ksero – mówi Piotr, a Rafał dodaje: – No i jest zawsze z kim wyjść na herbatę w trakcie okienka do „Bakałarza” (wydziałowa knajpka). Dziewczyny czasem z nich żartują, mówiąc, że powinny puszczać swoich kolegów w drzwiach przodem, gdyż jest ich tak mało, że muszą o nich dbać. – Co prawda początkowo czuliśmy się nieco przygnieceni taką ilością płci pięknej wokół, ale można się przyzwyczaić. Jeden z profesorów, jak relacjonują, twierdził, że do końca studiów „zbabieją do reszty”, ale oni sami z tego żartują, zachowują dystans i nie wierzą w te „proroctwa”. Sami zresztą nie wyglądają na „zniewieściałych”, jeśli weźmiemy pod uwagę ich posturę i zachowanie.

Drogie Panie!

Na III roku kierunku pedagogika przedszkolna i wczesnoszkolna kształci się 88 kobiet i 3 mężczyzn. To i tak sporo zważywszy na fakt, że na pozostałych rocznikach panów można szukać ze świecą, a i tak się nie znajdzie ani jeden. Przy takiej ilości pań nauczycielom akademickim często zdarza się marginalizować chłopaków. Wyrażenia „drogie Panie”, „proszę, by Panie przeczytały”, czy „co Panie myślicie?” Macieja już nie wzruszają. – Chyba się już przyzwyczaiłem – mówi. – Jednak zawsze z kolegami w pewien sposób sygnalizujemy swoją obecność. Chrząkamy, zadajemy pytania w stylu: „Czy to nas też dotyczy?”, wstajemy i ostentacyjnie otwieramy np. okno, albo sami sobie dodajemy wystarczająco głośno – „Państwo!”. Bywa zabawnie. Raz zdarzyło się, że pewna pani profesor w żartach zarzuciła, że zaburzamy jej strukturę logiczną wypowiedzi. Chłopaki nie traktują takich zachowań jako ataku, raczej dostrzegają, że po prostu są w mniejszości. Nie zamierzają jednak rezygnować ze swoich praw.

Od przedszkola do Opola

Ze znalezieniem pracy w zawodzie absolwenci tzw. PPiW raczej nie powinni mieć problemu. – Dzieci potrzebują obecności mężczyzn, jak w każdej rodzinie. – Często pani musi się wiele nagadać, żeby uzyskać jakiś efekt w zachowaniu dziecka. A wystarczy, że pan powie jedno słowo i skutkuje od razu – mówi Pani Dorota Kizner, dyrektorka Przedszkola nr 1 w Andrychowie. – W sytuacji, gdybym miała wybrać ze sterty CV, na której leżałoby kilkanaście życiorysów kobiet i jedna aplikacja od pana o takich samych kwalifikacjach, bez wahania wybrałabym mężczyznę – dodaje. Właścicielka i dyrektorka prywatnego Przedszkola „Krasnal” w Krakowie nie ukrywa, że jest bardzo zadowolona z pracy wychowawcy, którego zatrudnia. – Moim zdaniem mężczyźni decydujący się na taką pracą są zazwyczaj bardzo dobrze przygotowani, często mają wiele dodatkowych umiejętności i cech, których brak paniom. Są pewni siebie, konsekwentni, a zarazem potrafią cieszyć się zabawą, a i wrażliwości im nie brak – mówi Pani Krystyna. Pan Marcin, pracownik przedszkola, zapytany o to, czy pracuje w przedszkolu, bo lubi się bawić, odpowiada: – Oczywiście! Nie muszę np. kupować porsche, bo przecież mam w pracy całą półkę wypasionych, superszybkich miniaturek!

Piotrek, Maciek i Rafał zdają sobie sprawę, że pracodawcy będą się o nich rozbijać, jeśli zdecydują się na pracę w przedszkolu lub nauczanie zintegrowane. Są jednak świadomi tego, że będą również baczniej obserwowani niż ich koleżanki po fachu, że będą musieli zdobyć przede wszystkim zaufanie rodziców ze względu na silnie zakorzenione w społeczeństwie stereotypy płciowe.

A na górze…

Zdaniem Rafała Piwowarskiego z Instytutu Badań Edukacyjnych duża liczebna przewaga nauczycielek nad nauczycielami uniemożliwia kształtowanie w szkole pozytywnego wzorca mężczyzny i działa antywychowawczo. Psycholog Izabella Ziółkowska dodaje, że to dobrze, że w tak sfeminizowanym zawodzie nauczyciela przedszkolnego pojawiają się mężczyźni.

– Okazuje się, że potrafią oni pracować z dziećmi, bo są naturalni i spontaniczni, nie mają obaw, aby z dziećmi bawić się, żartować. Widać wyraźnie, że dzieciom kontakt taki jest bardzo potrzebny, co być może wynika z faktu, że zbyt mało czasu spędzają one ze swoimi ojcami. Daleko nam jeszcze do Skandynawii, gdzie przedszkola prowadzone są w równej mierze przez mężczyzn jak i kobiety. Co jakiś czas pojawiają się propozycje mające na celu likwidację dysproporcji w systemie zatrudnienia w oświacie, jednakże brak w tym obszarze zdecydowania. Profesor Alicja Siemak-Tylikowska, dziekan Wydziału Pedagogicznego UW zgadza się, że większa liczba mężczyzn w szkole rzeczywiście mogłaby lepiej wpływać na rozwój dziecka. Zauważa również, że w szkołach, gdzie pracuje więcej mężczyzn, obserwuje się mniej konfliktów wewnątrz grona pedagogicznego. Jest to o tyle ważne, że konflikty takie często przenoszone są na uczniów. Proponuje wprowadzenie stypendiów dla studentów rozpoczynających studia nauczycielskie, na wzór kierunków zamawianych. Minister Edukacji, Katarzyna Hall oświadczyła jednak, że nie są planowane żadne rozwiązania legislacyjne, które zmieniłyby opisywane tu proporcje. W wielu krajach, m.in. w USA, Wielkiej Brytanii i Kanadzie, osoby odpowiedzialne za nauczanie forsowały podobne programy faworyzujące mężczyzn przy przyjmowaniu na studia pedagogiczne, a następnie zatrudnianiu w szkołach. Jednakże zaniechano tych prób z powodu protestów środowisk feministycznych.

Maciej, Piotr i Rafał z nadzieją patrzą w przyszłość. Cieszą się, że zdecydowali się studiować dziedzinę, która pomoże im w przyszłości lepiej rozumieć również własne dzieci. Wiedzą, że burzą pewne społeczne wyobrażenia. Mają swoje pasje i marzenia. Lubią dzieci. Wiedzą, że dla nich warto zmieniać świat. Wierzą, że czasem warto usłyszeć: „Drogie Panie!”, by później móc dostrzec uśmiech dziecka.

Rafał Talar
Student Socjologii Wydziału Humanistycznego AGH

Reportaż powstał w ramach zajęć z przedmiotu Retoryka i gatunki medialne