Biuletyn AGH
Magazyn Informacyjny Akademii Górniczo-Hutniczej
09 sierpień 2022
Strona GłównaBiuletyn AGHArchiwumKontakt
Jesteśmy szczęściarzami!

Rozmowa z dr Janem Galarowiczem, adiunktem Wydziału Humanistycznego AGH o przyjaźni, sporach i wpływie ks. prof. Józefa Tischnera na jego życie

Małgorzata Matlak: W wywiadzie o Janie Pawle II wspominał Pan, że spotkał osobiście również ks. Józefa Tischnera. Jak wyglądały Pańskie spotkania z nim?

Jan Galarowicz: Miałem to wielkie szczęście, że urodziłem się w Łopusznej, gdzie rodzice ks. Józefa Tischnera byli nauczycielami w szkole podstawowej. Byli oni również moimi nauczycielami. Mogę nawet powiedzieć, tak na marginesie, że moja mama miała przyjemność tańczyć góralskiego z Tischnerem, kiedy ten był jeszcze uczniem. Właściwie znałem go więc od dziecka i słuchałem jego kazań. Natomiast potem, już w Krakowie nasza znajomość się pogłębiła, i to do tego stopnia, że ks. Tischner w pewnym momencie widział we mnie swojego asystenta. W 1978 roku to on udzielał nam ślubu. Byliśmy zaprzyjaźnieni. Pilnie śledziłem jego twórczość, czytałem wszystkie jego teksty. Dlatego też wyznaczył mnie on do napisania artykułu o filozofii polskiej dla austriackiego wydawnictwa „Christliche Philosofie” („Chrześcijańska filozofia”), a potem wskazał mnie też na konsultanta do pierwszego filmu o nim. Tak się toczy moja myśl. Natomiast po 1989 roku stosunki między nami trochę się popsuły, co wiązało się z tym, że Polska podzieliła się wtedy na dwie części, a Solidarność przepołowiła się. Wtedy rozpoczął się zacięty spór o to, w którym kierunku Polska ma iść, czy np. należy rozliczyć się z komunizmem, czy nie. Wówczas ks. prof. Tischner i ja stanęliśmy po przeciwnych stronach. On był przekonany, że to linia reprezentowana przez UW jest lepszym sposobem budowania nowej Polski, ja natomiast miałem inne zdanie na ten temat. To rodziło pewne napięcie. Jednak ostatnie nasze spotkanie, gdy ks. prof. Tischner zachorował, miało miejsce w 1998 roku, u niego w domu w Łopusznej. Dyskutowaliśmy wówczas o różnych sprawach i mogę powiedzieć, że było to spotkanie bardzo sympatyczne i podczas niego owo napięcie zaistniałe między nami zostało złagodzone. Parę miesięcy później miałem również przyjemność uczestniczyć w ostatnich zajęciach, jakie prowadził profesor Tischner w Papieskiej Akademii Teologicznej. Były to takie spotkania Sokratesa z uczniami. Bardzo poruszające. I śmiało mogę powiedzieć, że podczas tych ostatnich spotkań wróciliśmy do wcześniejszej przyjaźni, bliskości.

Na podstawie tych osobistych relacji można wnioskować, że spotkania z ks. prof. Tischnerem miały dla Pana szczególne znaczenie. Czy może Pan coś więcej na ten temat opowiedzieć?

Znaczenie spotkań z nim w moim życiu było ogromne. Ks. prof. Tischner był dla mnie jednym z darów niebios. Zadecydował on przede wszystkim o dwóch sprawach w moim życiu. Po pierwsze, był jedną z trzech osób, które określiły kształt mojego chrześcijaństwa. Pierwszą był Tadeusz Żychiewicz, który w bardzo atrakcyjny sposób potrafił pokazywać piękno chrześcijaństwa, urodę Biblii. To był świetny eseista, któremu bardzo wiele zawdzięczam. Drugą osobą był biskup Jan Pietraszko, kaznodzieja u św. Anny. Na jego kazania przychodził cały Kraków i okolice. Trzecią postacią był właśnie ks. Tischner. Gdyby nie oni, zupełnie inaczej przeżywałbym dziś chrześcijaństwo. To jedna sprawa. A drugą jest to, że ks. Tischner bardzo mocno, właściwie w decydujący sposób wpłynął na moje życie intelektualne. Zanim poznałem kardynała Wojtyłę jako intelektualistę oraz jego teksty, słuchałem wystąpień Tischnera. W jego kazaniach była już zawarta filozofia, którą głosił. Zapamiętałem na przykład ze szkoły średniej powiedzenie mojego dyrektora, że Tischner jest nową gwiazdą polskiej filozofii. To dało mi dużo do myślenia. Potem, gdy przyjechałem do Krakowa, obcowałem w sposób bardzo intensywny z jego myślą intelektualną, która wywarła na mnie ogromny wpływ. Myślę, że to właśnie Tischner i miesięcznik „Znak” zadecydowali o tym, że związałem się z takim filozoficznym kierunkiem, jak fenomenologia. Dzięki niemu w dużym stopniu myślę tak, jak myślę.

A co może Pan powiedzieć dziś, dziesięć lat po jego śmierci? Co po nim według Pana zastało?

Tischnerowi bardzo zależało na tym, co określał mianem myślenia religijnego. Chciał, aby go pamiętano jako człowieka, który reprezentuje pewien styl myślenia. I na szczęście ten styl jest kontynuowany przez bardzo wielu jego uczniów. Istnieje Instytut Myśli Jozefa Tischnera, który opracowuje jego dorobek. Dni Tischnerowskie to przecież bardzo ważne wydarzenie intelektualne w Krakowie. Ciągle wydawane są pisma, które są rozchwytywane. Kilkadziesiąt szkół obrało go sobie jako patrona.

fot. arch. J. Galarowicza

A co może Pan powiedzieć o nim dziś z perspektywy czasu?

Po pierwsze, co było uderzające w jego osobowości to wielka afirmacja świata, życia, afirmacja ludzi. Był człowiekiem o ogromnym poczuciu humoru, ale też autoironicznym. To dla nas Polaków o skłonnościach do malkontenctwa i cierpiętnictwa coś, czego powinniśmy się od niego uczyć. Nie chodziło mu o chrześcijaństwo wesołkowate, ale chrześcijaństwo radosne. Spierając się z nim w sprawach filozoficznych, politycznych czy społecznych po każdym spotkaniu miałem wrażenie, że jestem troszkę lepszym człowiekiem. Miał wielki dar afirmowania ludzi, niezależnie od ich poglądów. Druga sprawa jest pokrewna Wojtyłowskiej. Zależało mu na tym, aby chrześcijaństwo było chrześcijaństwem myślącym, rozumnym, nie poprzestającym tylko na sferze emocji, sentymentów, deklaracji i obrazków. Dlatego uważał, że bardzo ważną rzeczą jest wykształcenie i edukacja. Odegrał dużą rolę w powołaniu Wydziału Filozoficznego PAT-u (dzisiejszego Uniwersytetu Papieskiego Jana Pawła II). I po trzecie, wydaje mi się, że przesłaniem Tischnera dla nas jest to, żeby pracować nad słabościami Polaków. Przywiązywał ogromną wagę do tego, że nie doceniamy państwa, a trzeba się nauczyć je doceniać. Zbudować państwo. W 1993 roku miałem przyjemność uczestniczyć w telewizyjnej audycji „Godzina szczerości”, której Tischner był bohaterem. Podkreślał wówczas, że dzisiaj Polakom najbardziej potrzebna jest praca nad państwem. Dziś, 17 lat później, widać jak słabe mamy państwo i jaki mamy problem z szacunkiem wobec tego państwa. Można powiedzieć, że dni żałoby narodowej ujawniły w tej kwestii pewne pozytywne elementy, że nagle zaczęliśmy doceniać rolę prezydenta, rolę urzędników państwowych, itp. Widać, że zaczyna się tu dziać coś dobrego. Tischner bardzo kochał Polskę i jej mieszkańców, którzy zresztą odwzajemnili mu się na jego pogrzebie w Łopusznej. Pogrzeb ten to była wielka manifestacja przywiązania do niego, szacunku i miłości. To było coś wzniosłego.

Co chciałby Pan przekazać czytelnikom podsumowując naszą rozmowę?

Jesteśmy szczęściarzami, że żyliśmy w czasach tych dwóch wielkich osobowości, dwóch pięknych postaci Kościoła i dwóch wspaniałych Polaków: Karola Wojtyły i Józefa Tischnera. Nie zdarza się to każdemu pokoleniu. Powinniśmy wpatrywać się w ich osobowości i wsłuchiwać się w ich słowa, czytać je oraz starać się na własny sposób realizować ich idee. Ja z całą pewnością mogę powiedzieć, że gdyby nie Jan Paweł II i ks. Tischner, byłbym marniejszym człowiekiem, marniejszym myślicielem, marniejszym nauczycielem akademickim, marniejszym mężem i ojcem.

Rozmawiała Małgorzata Matlak
Studentka II roku Socjologii SUM Wydział Humanistyczny AGH