Biuletyn AGH
Magazyn Informacyjny Akademii Górniczo-Hutniczej
29 listopad 2022
Strona GłównaBiuletyn AGHArchiwumKontakt
Podróżnik z wielkim sercem - temat z okładki

Jakub Rydkodym, student Wydziału Górnictwa i Geoinżynierii postanowił jak na przyszłego magistra inżyniera budownictwa przystało – "wybudować most" między swoją pasją podróżnika a chęcią pomocy dzieciom , a jak postanowił, tak też zrobił. Jakub nawiązał kontakt z Fundacją Kadry ze Świata i pod jej patronatem ogłosił akcję "Pocztówki z podróży". Na swojej stronie napisał: "Jadę autostopem do Chin! Przez dziką Syberię nad Bajkał, potem przez pustynną Mongolię i, przekraczając Mur Chiński, do Pekinu. Spełniam swoje marzenia! Ale nie tylko swoje – pomyślałem, że przy okazji tej podróży zbiorę trochę pieniędzy dla tych, którym podróżnicze plany spełniać dużo trudniej. Tak powstała akcja "Pocztówki z podróży".

Na okładce: Jakub Rydkodym na tle muru Chińskiego
– Podróżnik z wielkim sercem tekst str. 54–56 – fot. arch. podróżnika

Na okładce: Jakub Rydkodym na tle muru Chińskiego
– Podróżnik z wielkim sercem tekst str. 54–56

Jakubie, poprzez „Pocztówki z podróży” chcesz pomagać innym. Powiedz, czyje marzenia postanowiłeś spełniać?

Kiedy byłem mały, rodzice nigdy nie żałowali pieniędzy na wycieczki. Często też jeździliśmy gdzieś razem. To nie zawsze były wielkie wyprawy – czasem nawet jednodniowe wycieczki, ale wiem, jak mocno wpłynęły na moje życie – rozbudziły ciekawość świata oraz uświadomiły, że gromadzenie wspomnień jest ważniejsze niż gromadzenie pieniędzy. Wyjazd, choćby za miasto na łono natury, był zawsze wielkim przeżyciem. Dlatego bardzo mi zależało, żeby projekt „Pocztówki z podróży” finansował podróżnicze marzenia dzieci, które nie miały tyle szczęścia co ja. Nawiązałem więc współpracę z fundacją, organizującą wyjazdy dla osieroconych dzieci.

Największy zbiornik słodkiej wody na świecie – Jezioro Bajkał
– był moim głównym celem podczas podróży przez Rosję - fot. arch. autora

Największy zbiornik słodkiej wody na świecie – Jezioro Bajkał
– był moim głównym celem podczas podróży przez Rosję

W jaki sposób „Pocztówki z podróży” pomagają dzieciom?

Każdy, kto wpłacił na konto fundacji 20 zł, dostał pocztówkę z podróży. Jakieś trzy złote to koszt kartki i znaczka, cała reszta natomiast została przekazana na spełnienie marzeń dzieciaków. Udało mi się w tym roku zebrać 6400 zł. Za tę kwotę dwójka dzieci wyjechała w podróż marzeń do Słowenii.

Czy wiesz coś o dzieciach, które wyjechały w swoją podróż marzeń?

Nie wiedziałem prawie nic, dopóki nie otrzymałem od nich pocztówki. Początkowo nie miałem pojęcia kim są podpisane na kartce osoby. Gdy się wreszcie zorientowałem, bardzo się wzruszyłem. Jak się okazało, młodymi podróżnikami została dwójka podopiecznych stowarzyszenia SOS Wioski Dziecięce, pomagającego dzieciom z rozbitych rodzin. Obecnie mamy kontakt na Facebooku.

Podczas podróży wysłałem prawie trzysta pocztówek.
Tutaj wypisuję kartki w jednej z pekińskich restauracji - fot. arch. autora

Podczas podróży wysłałem prawie trzysta pocztówek.
Tutaj wypisuję kartki w jednej z pekińskich restauracji

To wielki sukces! Jestem pewna, że ta pierwsza tak udana akcja dodała Ci skrzydeł i w kolejnych latach będą następne. To wspaniały pomysł, aby w tak prosty sposób zdobyć pieniądze, dzięki którym można uszczęśliwić innych ludzi. Bardzo ci gratuluję.

Dziękuję, bardzo się cieszę, że wszystko, co zaplanowałem, udało się przeprowadzić. Mam jednak pewną bolączkę. Z Chin wysłałem 192 pocztówki i mimo że minął miesiąc, jeszcze żadna nie dotarła do adresata. Na szczęście mam dowód, że pocztówki wysłałem. Każdą z nich, już ze znaczkiem i adresem sfotografowałem, a na poczcie, gdzie wysyłałem kartki, nakręciłem film.

Jak powiedziałeś, podróże masz we krwi dzięki rodzicom, z którymi zwiedziłeś wiele miejsc. A kiedy zacząłeś podróżować sam?

Moja pierwsza samodzielna podróż autostopem odbyła się w 2008 roku po ukończeniu drugiej klasy liceum. Nie była długa, bo objechałem jedynie Bieszczady. Komunikacja publiczna tam raczej kuleje, dlatego pozostał autostop. Tak mi się to spodobało, że rok później – po maturze miałem dłuższe wakacje – zjechałem autostopem prawie całą Polskę. W następnym roku wybrałem się już za granicę na mistrzostwa autostopowe. Chodziło o to, aby w ciągu weekendu zrobić jak największe kółko. Wtedy ze znajomymi pojechaliśmy do Rumunii, później przez Budapeszt wróciliśmy do Krakowa. To była krótka, ale świetna przygoda. Później pojechałem do Hiszpanii na Camino de Santiago, gdzie przeszedłem 900 km do grobu św. Jakuba. W kolejne wakacje zwiedzałem Turcję. Kraj ten uchodzi za najlepszy do autostopowania, bo ludzie tam są niesamowicie przyjaźni i pomocni. Następnie dwa razy z rzędu wakacje spędziłem na Bałkanach. W tym roku byłem w Pekinie, skąd m.in. wysyłałem pocztówki.

Większość nocy spędziłem w namiocie. Tutaj, na mongolskim stepie,
niedaleko jurt – tradycyjnych domów tutejszej ludności - fot. arch. autora

Większość nocy spędziłem w namiocie. Tutaj, na mongolskim stepie,
niedaleko jurt – tradycyjnych domów tutejszej ludności

A kiedy powstał pomysł na „Pocztówki”?

Jakieś dwa miesiące przed podróżą. Najpierw szukałem fundacji, która mi w tym pomoże. Znalazłem taką, która organizuje podróże marzeń dla dzieci ciężko chorych, dzieci z domów dziecka czy mających trudną sytuację rodzinną. Podróże z rodzicami bardzo wpłynęły na mój charakter, dlatego chcę, aby dzieci, które nie mają obecnie perspektyw na wyjazd, mogły mimo wszystko wyjechać gdzieś dalej, zobaczyć inny kraj, poznać innych ludzi i inną kulturę.

Podróżowanie autostopem uchodzi za niebezpieczne, nie masz obaw wsiadając do samochodu obcego człowieka?

Nie. Przejechałem w ten sposób siedemdziesiąt tysięcy kilometrów i nie miałem ani jednej niebezpiecznej sytuacji. Wręcz przeciwnie, spotykam samych dobrych ludzi, niektórzy zapraszają mnie na obiad do domu, inni podwożą dalej niż sami jadą, w jakieś dogodniejsze dla mnie miejsce. Kiedyś na swoim blogu prowadziłem ankietę na temat bezpieczeństwa podróżowania autostopem, w której wypowiedziało się tysiąc autostopowiczów. Spośród nich dziewięćdziesiąt osób zgłosiło niebezpieczne sytuacje, ale wszystkie zakończyły się dobrze. Samotnej dziewczynie bym nie polecał, ale w grupce raczej jest bezpiecznie.

Jedną noc spędziłem w tradycyjnej
mongolskiej jurcie. W takich domach wciąż
mieszka prawie 30 procent ludności tego kraju - fot. arch. autora

Jedną noc spędziłem w tradycyjnej
mongolskiej jurcie. W takich domach wciąż
mieszka prawie 30 procent ludności tego kraju

Wybrałeś autostop ze względu na przygodę czy oszczędności?

Oczywiście na podróży autostopem można zaoszczędzić, ale jeśli ktoś wybrałby ten sposób tylko ze względu na koszty, to chyba długo nie wytrzyma, bo autostop pod pewnymi względami jest uciążliwy. Jeździ się długo, czasami trzeba iść sporo na piechotę, czasem śpi się w jakichś kiepskich warunkach, ale jest to super sprawa ze względu na rozmowy z ludźmi, na szansę spotkania osób, jakich nie sposób poznać na co dzień. Przykładowo zdarzyło mi się jechać z oficerem marynarki wojennej. Rozmowa z taką osobą jest bardzo interesująca i dokształcająca. Raz jechałem chyba z gangsterem, to był taki wielki chłop i jak go zapytałem, co robi, to powiedział: „wolałbyś tego nie wiedzieć”. A facet jechał w odwiedziny do mamy, bo właśnie wyszedł z więzienia. Trochę się przestraszyłem, ale z drugiej strony, jaki miałby interes, żeby coś mi zrobić? Bardzo lubię rozmowy z ludźmi z różnych grup społecznych, bo to naprawdę poszerza horyzonty. Pomaga też podciągnąć się w języku angielskim.

Łapanie stopa w Chinach jest dość łatwe.
Nawet mimo bariery językowej - fot. arch. autora

Łapanie stopa w Chinach jest dość łatwe.
Nawet mimo bariery językowej

A jaką podróż uważasz za najbardziej udaną?

Do tej pory była do wyprawa do Santiago de Compostela, szliśmy z plecakami cały miesiąc, robiąc po 30 km dziennie. Teraz na pierwszym miejscu jest jednak Pekin. Była to najdłuższa i najbardziej egzotyczna z moich podróży. Do tej pory podróżowałem po Europie i okolicach, i tu wszystko jest w sumie takie samo. W Chinach spotykałem się z ludźmi, zwłaszcza na prowincji, którzy nie widzieli białego człowieka, nie zdawali sobie sprawy, że są jakieś inne języki na świecie. Zupełnie inne jedzenie, inne pismo, architektura – wszystko różne od tego, co znamy. Zero wpływów europejskich, a za murem chińskim praktycznie żadnych zagranicznych turystów.

Jak się przygotowujesz do takich wyjazdów, bo chyba nie odbywa się to tak, że po ostatnim zdanym egzaminie pakujesz plecak, obracasz globus i gdzie się zatrzyma, tam jedziesz?

W tym roku wiedziałem tylko, że chcę jechać gdzieś daleko – popatrzyłem na mapę i pomyślałem, że Mongolia byłaby fajnym celem. Założyłem jednak, że tym razem wracam samolotem, żeby za dużo czasu nie tracić na powrót. Okazało się, że loty z Ułan Bator są bardzo drogie, natomiast z Pekinu, który jest oddalony tylko o tysiąc kilometrów, są dużo tańsze. I tak przez Mongolię dotarłem do Pekinu.

No dobrze, podróż mamy załatwioną, ale przecież trzeba gdzieś spać i coś jeść, trzeba mieć gotówkę, a to chyba wymaga jakichś przygotowań?

Nie, tego w ogóle nie planuję. Teraz musiałem tylko zadbać o wizę. Jeśli chodzi o spanie, to przecież zawsze mam ze sobą namiot, ewentualnie korzystam z Couchsurfingu, ale to załatwiam będąc w trasie. Jedzenie kupuję po drodze, a nawet gotuję, bo wożę kuchenkę turystyczną. Kąpię się np. na stacji benzynowej, tam też można uprać rzeczy. Gotówki nigdy ze sobą nie biorę, mam kartę bankomatową, która mogę wypłacać pieniądze w każdym bankomacie na świecie. Na takie podróże nie trzeba dużo pieniędzy. Na ostatnią podróż wydałem ponad 3600 zł, w tym lot z Pekinu kosztował 1400 zł. Wyprawa trwała dwa miesiące, ale np. miesiąc w Turcji kosztował mnie 800 zł. Namiot rozbijam na dziko, więc nie ponoszę opłat campingowych.

Dojechałem do Pekinu! Plan został zrealizowany w stu procentach - fot. arch. autora

Dojechałem do Pekinu! Plan został zrealizowany w stu procentach

Chyba jesteś bardzo odważny. A rodzina się nie boi?

Z czasem człowiek się przyzwyczaja, ale pamiętam swój pierwszy nocleg na dziko – bałem się strasznie. Zresztą zawsze myślę, czy wrócę, czy wszystko będzie w porządku. Moja mama jest też podróżniczką, dlatego doskonale mnie rozumie i wspiera. Myślę, że jak przejdzie na emeryturę, to znowu zacznie jeździć stopem. Często też wyszukuję tanie bilety i np. z mamą byłem w Trondheim, bo mama chciała zobaczyć zorzę polarną. Udało mi się wtedy kupić bilety lotnicze po 8 zł. Cała ta trzydniowa podróż kosztowała nas 150 zł.

A wozisz ze sobą jakąś broń? Gaz pieprzowy?

Tak, mam gaz, ale dotychczas się nie przydał.

Propagujesz wśród znajomych podróżowanie autostopem? Są już jacyś ludzie, którzy stwierdzili, że skoro ty tak świetnie, a w dodatku tanio podróżujesz, to oni też spróbują?

Mam bloga, a na nim poradnik dla początkujących autostopowiczów, który jest bardzo popularny, bo w Google pojawia się jako pierwszy. Dużo ludzi mi pisze, że dzięki poradnikowi zdecydowali się na stopa, że to świetny sposób podróżowania, że mój blog ich zainspirował. Mam też kilkoro znajomych, którzy zaczęli tak jeździć. Zapraszam do wejścia na moją podróżniczą stronę: www.plecakwspomnien.eu

Czy zdarzyło Ci się jakieś rekordowo długie zatrzymywanie autostopu?

Tak, w Hiszpanii czekałem 24 godziny na stacji benzynowej. Hiszpania zresztą uchodzi za kraj mocno nieprzyjazny autostopowiczom.

A czy podczas podróży autostopem zdarzyła ci się jakaś przygoda, do której wracasz pamięcią?

Wybierałem się z kolegą do Rzymu na beatyfikację Jana Pawła II. W Polsce w Cieszynie zabrał nas człowiek, który jechał do Fundacji Jana Pawła II do Rzymu z meblami. Tam pomogliśmy wypakować meble i poznaliśmy Polkę, która pracowała w tej fundacji jako sekretarka. Gdy usłyszała, że chcemy spać pod namiotem, zaprosiła nas do domu, gościła u siebie cały tydzień, oprócz tego wystąpiliśmy w filmie o Janie Pawle II kręconym przez jej współlokatorkę. Jedno wydarzenie pociągnęło za sobą inne, świetne przygody.

Jakie masz plany na wakacje?

Nie mam jeszcze konkretnego planu, ale zawsze marzyłem, żeby przejechać na stopa obie Ameryki zaczynając od Alaski.

Dziękuję za zajmującą rozmowę, życzę wielu wspaniałych podróży i wielu uśmiechniętych dzieci, którym dzięki twoim „Pocztówkom” sprawiłeś radość.

Ilona Trębacz