Biuletyn AGH
Magazyn Informacyjny Akademii Górniczo-Hutniczej
29 listopad 2022
Strona GłównaBiuletyn AGHArchiwumKontakt
Mój koniec świata, czyli od redaktora
27 grudzień 2012

Z głębokiego snu, jak co rano, wyrwało mnie urządzenie elektryczne, które jest połączeniem zegara z radiem. Już dawno moja sympatia do tego przedmiotu spadła do zera, a dzisiejszy poranek tylko pogłębił moją niechęć. Otwarte oczy, jeszcze pełne snu, skierowały się mimo wszystko w pierwszej kolejności na wspomniane urządzenie, ponieważ posiada wyświetlacz wskazujący aktualny czas. Odczytana przeze mnie godzina, pomimo zimowej pory roku, wskazywała na to, że za oknem powinno już świtać. Dokonałem analizy myślowej, tylko takiej jaka możliwa jest o tej porze dnia i wyszło mi, że zaczęło się… Żona moja, dwa dni wcześniej, została poinformowana przez jakąś życzliwą osobę o tym, że koniec świata poprzedzony zostanie trzema dniami ciemności. Oznajmiła mi to przed zaśnięciem, a o tej porze można do mnie mówić w zasadzie co się komu podoba, bo i tak zasłyszane informacje nigdy nie zmienią mojego twardego postanowienia, żeby jak najszybciej zasnąć. Inaczej było jednak rano. Otwarte oczy, analiza odczytanego czasu, brak światła za oknem, wzbudziły u mnie niepokój i refleksję, z której wynikało, że skoro już się zaczęło to co Majowie przepowiadali od dawna, należy przeczekać całe zamieszanie pod kołdrą, wychylając od czasu do czasu głowę żeby sprawdzić czy zapowiadany „koniec” już się zakończył. Jak postanowiłem tak zrobiłem.

Jak się później okazało nie był to najlepszy pomysł. Ponowne zapadnięcie w sen nie przyniosło ulgi, wręcz przeciwnie. Jak to we śnie bywa, człowiekowi myli jawa ze stanem, w którym obecnie się znajduje i wydaje mu się, że rzeczy dzieją się naprawdę. W moim przypadku tak też było. Gdy kołdra przykryła moją głowę, natychmiast sen powrócił i wtedy znalazłem się znowu w moim pokoju, za oknem było już jasno, więc szybko wyskoczyłem z łóżka, wykonałem wszystkie poranne czynności, po czym wyprowadziłem z garażu rower i udałem się do pracy. Otwarcie drzwi, włączenie komputera, nasypanie kawy do ekspresu i… Na monitorze wyświetliła się ikona informująca o tym, że do komputera nie dociera sygnał internetowy. Zdarza się – pomyślałem. Jednak po piętnastu minutach Internet dalej milczał. Wywołało to mój zrozumiały niepokój, bo przecież komputer bez Internetu nic wart nie jest. Chwyciłem telefon do ręki, ale tam też głucha cisza. Komórka też milczała. No i w tym miejscu niepokój przerodził się w panikę. Straciłem kontakt ze światem, ani fejsbuka, ani twittera, nie wspominając już e-mailu, którym przecież dyrektor może coś mi oznajmiać. Zrobiło mi się słabo, osunąłem się na podłogę i… na szczęście obudziłem się.

Ponowne otwarcie oczu nie polepszyło mojego samopoczucia, dalej było ciemno. Jednak czas wskazywany przez elektryczny zegar uświadomił mi, że już dawno powinno być jasno. Tym razem dłuższe zastanowienie wskazało w końcu przyczynę ciemności, którą były nie podniesione rolety. Gdy rolety uniosły się odetchnąłem, było jasno. Informacja o trzech dniach ciemności była cokolwiek przedwczesna. Za oknem już na dobre zagościł poranek. Długo nie zapomnę końca świata jaki przeżyłem w moim własnym łóżku, bo przecież jak tu żyć bez Internetu…?

Zbigniew Sulima