Biuletyn AGH
Magazyn Informacyjny Akademii Górniczo-Hutniczej
29 sierpień 2014
Strona GłównaBiuletyn AGHArchiwumKontakt
Internet w edukacji – więcej sprzętu niż sensu
26 kwiecień 2011

Jak ma wyglądać wykorzystanie komputera w edukacji? Pytanie powraca jak bumerang i gdyby przyszło mi wskazać, dlaczego tak jest, to powiedziałbym, że dlatego, że wiele osób ma idee, ale mało kto proponuje sensowne rozwiązania. Nawet jeśli takie się pojawią, to jeszcze pozostaje poważny problem ich wdrożenia. Co jakiś czas podnoszą się zatem głosy, żeby w końcu coś w tym obszarze zrobić. Rozpętuje się dyskusja, władze przecinają wstęgi, po czym wszystko cichnie do momentu ogłoszenia kolejnego przełomowego pomysłu.

Poruszam ten temat sprowokowany przez informację o projekcie „Laptop dla pierwszaka”, rządowy plan wręczenia laptopów pięciu kolejnym rocznikom 6-latków. Na program wyasygnowano już miliard złotych. Wydawałoby się, że Centrum e-Learningu jako instytucja, która zarówno z obowiązku, jak i z ochoty, promuje zdalne nauczanie, powinna być całym sercem za takim rozwiązaniem. Mamy jednak swoje wątpliwości i nie jesteśmy w tym odosobnieni.

Zacznijmy od tego, że zwiększanie poziomu edukacji przez wręczanie uczniom komputerów ma mniej więcej tyle samo sensu, co podnoszenie poziomu wyżywienia w stołówkach szkolnych przez zakup nowych talerzy i sztućców. Laptop to tylko sprzęt. Stwarza pewne możliwości, ale ich wykorzystanie zależy od umiejętności osoby, która się nim posługuje. Do czego miałyby pierwszakom służyć laptopy? Tej jasności nie ma nawet rząd, co pokazali jego przedstawiciele na zorganizowanej przez Gazetę Wyborczą debacie. Inna wizję prezentowała min. Hall, a inną min. Boni. Wiele wskazuje, że znów popełniono standardowy błąd: skupiono się na hardware, a zapomniano o określeniu celów dydaktycznych. Gdzieś pośrodku jest software, który jest ważny, ale tylko w tym stopniu, w jakim pozwala realizować te same co zawsze zadania. Za innowację dydaktyczną uchodzi zdigitalizowanie książek i czytanie ich z ekranu monitora. Świadome, odpowiedzialne i twórcze wykorzystanie Internetu, zarówno przez uczniów, jak i nauczycieli, nadal pozostaje zaledwie postulatem. Na pytania, jaki jest we współczesnym świecie pożytek z komputera bez dostępu do Internetu i jak rząd planuje zagwarantować to drugie, ja na razie nie poznałem odpowiedzi.

Drugim pretekstem do napisania tego tekstu są wydarzenia z warszawskiego Educampu, czyli barcampu poświęconego tematyce edukacji przez Internet (barcampy to półformalne minikonferencje odbywające się, jak sama nazwa wskazuje, w restauracjach czy barach). Na Educampie, który wspominam, silną grupę stanowili prelegenci będący przedstawicielami biznesu i prezentujący swoje produkty. Jeden z nich mówił o przeprowadzonych przez jego firmę badaniach, które wskazywały, że wizualna atrakcyjność materiałów jest dla respondentów najważniejsza. Dobry produkt jest mutimedialny, kolorowy i ładny i do tego należy dążyć tworząc kurs e-learningowy. To, czy czegoś się z niego można nauczyć, jest kwestią mniej istotną. Takie myślenie to też skutek chyba typowego w firmach podejścia do e-learningu, w zgodzie z którym szkolenia to zło konieczne, które trzeba „zaliczyć” i priorytetem jest, by odbyło się to bezboleśnie, tym niemniej martwi, że ludzie odpowiedzialni za edukację przyjmują podobny punkt widzenia.

Komputery, a przed wszystkim Internet, stworzyły wielkie, nowe szanse dla edukacji. W kontekście kształcenia nieformalnego wykorzystuje je większość z nas. Któż nie korzysta z Wikipedii, programu pocztowego, Google Maps, komunikatora internetowego (Skype czy GaduGadu)…? Gdy jednak pada pomysł, żeby używać tych narzędzi we współpracy ze swoimi uczniami czy studentami, wielu nabiera wody w usta. Wtedy nagle brakuje pomysłu, jak to zrobić albo zgłaszany jest sprzeciw, że wprowadzenie Internetu do edukacji to ryzyko, że niełatwo go opanować, a informacje w nim zawarte są niepewne.

W Centrum e-Learningu doskonale zdajemy sobie sprawę, że nie da się nauczać online nie posiadając odpowiedniego sprzętu czy umiejętności korzystania z właściwych programów. Prowadzimy chociażby szkolenia z obsługi platformy Moodle. Jednocześnie zawsze zachęcamy do zastanowienia się, po co uruchamiamy przeglądarkę internetową albo inną aplikację. Co właściwie z tego wyniknie? Wydawało by się, że to oczywiste pytania, ale opisywane wyżej wydarzenia wskazują, że wielu ich nie zadaje.

Jan Marković