prof. Ryszard Tadeusiewicz

Quo Vadis AGH?

Przekonałem się wielokrotnie, że nazwa Akademii Górniczo-Hutniczej dla bardzo wielu osób jest parawanem, który przesłania rzeczywistą treść tego, czym ta uczelnia naprawdę jest i jakie ma możliwości. Dlatego często zaskakuję moich rozmówców opowiadając mimochodem, jak nowoczesne, bogate i różnorodne wykształcenie można uzyskać na tej Akademii.

- Ależ przecież to nie jest górnictwo! - zawołała kiedyś podczas takiego opowiadania jedna moja znajoma blondynka (tylko proszę bez żadnych aluzji!).

No pewnie, że nie! Trzeba pamiętać, że to, co obecnie robimy na AGH, to z pewnością nie jest wyłącznie górnictwo i hutnictwo, chociaż i na górnictwie i na hutnictwie znamy się, jak mało kto. Na marginesie warto może odnotować, że dzisiejsze kłopoty polskiego górnictwa i hutnictwa, a wraz z nimi całej polskiej gospodarki, oraz "zła prasa" jaka towarzyszy przemysłowi ciężkiemu, wywodzą się w znacznym stopniu z tego, że kluczowe dla tej dziedziny decyzje strategiczne podejmowali przez wiele lat ludzie, którzy się na tym zupełnie nie znali... Ale to jest temat na osobne opowiadanie.

Obecnie na AGH można studiować na 14 wydziałach, które oferują łącznie blisko setkę różnych kierunków studiów, specjalności i specjalizacji, pokrywających praktycznie całą nowoczesną technikę. Najbardziej zaawansowane są na AGH kierunki wiążące się z najnowszą i najbardziej poszukiwaną dziedziną techniki: informatyką, telekomunikacją, automatyką, robotyką, elektroniką. Nasi absolwenci w tym zakresie są wręcz rozchwytywani przez pracodawców (zwłaszcza zagranicznych), którzy po krótkim okresie bolesnych pomyłek, obecnie bardzo dokładnie odróżniają dyplom np. informatyka po AGH od dyplomów zawierających podobny tytuł zawodowy nadany przez inne uczelnie. Bardzo symptomatyczna była w tym zakresie sytuacja, jaka wytworzyła się po niedawnej wypowiedzi Kanclerza Niemiec, Gerharda Schroedera, który zapraszał do pracy do Niemiec polskich informatyków. Senat AGH natychmiast po tej deklaracji uchwalił stanowisko, w którym wskazał zagrożenia, jakie ta inicjatywa niosła dla polskiej gospodarki oraz sugerował rządowi RP drogi rozwiązania powstałego problemu. Ta najszybsza, silna, zdecydowana i - nazwijmy rzecz po imieniu - odważna reakcja senatu AGH, poparta potem uchwałami senatów większości czołowych polskich uczelni, uchwałą KRASP, Stanowiskiem Rady Polskiej Izby Informatyki i Telekomunikacji itp. wynikała z bacznej obserwacji losów naszych absolwentów. Mając ścisłą więź z naszymi wychowankami, którzy w bardzo dużej części po ukończeniu studiów na AGH utrzymują z nami ścisły kontakt poprzez Stowarzyszanie Wychowanków AGH, stwierdziliśmy, że w znacznej liczbie wyjeżdżają oni po studiach za granicę, gdzie dzięki zdobytej na AGH najnowocześniejszej wiedzy uzyskują niesłychanie korzystne kontrakty (kilkaset tysięcy dolarów jako roczne zarobki nie należą do rzadkości!) w najbardziej renomowanych firmach. Odbywa się to - niestety już teraz - ze szkodą dla polskiego rynku pracy, gdyż z danych gospodarki amerykańskiej wynika, że jeden zatrudniony informatyk stwarza nowe miejsca pracy dla 7 do 9 pracowników innych specjalności. To dzięki istnieniu "koła zamachowego", jakim jest informatyka, gospodarka amerykańska od kilku lat notuje rosnące zyski i malejącą inflację przy malejącym równocześnie bezrobociu. Do tego samego modelu dynamicznego wzrostu gospodarki, stymulowanego przez techniki informacyjne, usiłują dołączyć Niemcy, stąd ich gorączkowe poszukiwania brakujących dziesiątków tysięcy informatyków. W jednoczącej się Europie może to jednak oznaczać, że powstanie informatyczna pustynia na wschód od Odry - i temu właśnie uchwała Senatu AGH, a także inne działania naszej uczelni, mają przeciwdziałać.

Niestety, w usiłowaniach tych byliśmy na początku osamotnieni. Ci z czytelników Dziennika Polskiego, którzy zachowali numery gazety z końca lutego i początku marca mogą przeczytać, że publikowane wtedy wypowiedzi przedstawicieli niektórych innych uczelni bagatelizowały problem. Zapytywani naukowcy stwierdzali, że larum podnoszone przez AGH jest niepotrzebne, gdyż oni wśród ich absolwentów tego zjawiska masowego "wykupywania" przez zagraniczne firmy nie obserwują. No comments...

Osamotniona w swoich staraniach AGH nie opuściła jednak rąk ani nie ograniczyła swoich działań do samych tylko apeli. Podejmujemy już w najbliższym nadchodzącym roku akademickim 2000/2001 ogromny wysiłek, żeby zaoferować jak najliczniejszym zdolnym młodym ludziom możliwie najbogatszą i najszerszą ofertę kształcenia informatycznego. Elitarny wydział Elektrotechniki, Automatyki, Informatyki i Elektroniki sam nie jest w stanie sprostać temu zadaniu, chociaż tam także uruchamia się dodatkowe grupy i kierunki kształcenia w obszarze informatyki. Jednak do tradycji "legendarnego Elektrycznego" należało od zawsze, że o jedno miejsce ubiega się tam co roku od sześciu do dziesięciu znakomicie przygotowanych kandydatów, co powoduje, że wymagania wstępnego egzaminu są bardzo wysokie, a na każdego przyjętego przypada minimum pięciu takich, którzy odchodzą z uczuciem gorzkiego zawodu. Aby wyjść naprzeciwko oczekiwaniom i ambicjom młodzieży, a także po to, by lepiej wykorzystać kwalifikacje radykalnie odmładzającej się w ostatnich latach kadry AGH (doskonale przygotowanej z reguły w zakresie wiedzy o komputerach i metodach ich stosowania) uruchamiamy na AGH nowe specjalności, zmierzające do kształcenia informatycznego także na innych wydziałach. Będziemy w związku z tym kształcić inżynierów znających określoną technologię i zastosowania technik komputerowych w powiązaniu z tą technologią, ale mających także podstawowy kanon ogólnego wykształcenia informatycznego na prawdziwie profesjonalnym poziomie. Odwołujemy się tu do analogii z praktykowanym na AGH już od kilku lat kształceniem specjalistów w zakresie zarządzania - ale z wyraźnym nachyleniem w kierunku znajomości problemów technicznych w takim stopniu, jakiego nie dają żadne studia "czysto" menedżerskie czy ekonomiczne. Ci kształceni przez nas "oficerowie przemysłu" potwierdzili już w praktyce swoją przydatność zajmując - dzięki zdobytej na AGH unikatowej wiedzy - bardzo wysokie stanowiska w reformującym się polskim przemyśle.

Otwierając informatyczne specjalności także na tych wydziałach AGH, które nie mają w swej nazwie słowa "informatyka", dbamy jednak pilnie o to, by dyplom Akademii Górniczo-Hutniczej był zawsze dokumentem wartościowym i wiarygodnym. Utworzyliśmy w związku z tym na AGH specjalną Komisję Akredytacyjną, złożoną z najwybitniejszych specjalistów, uczonych mających szeroki i nie kwestionowany autorytet właśnie w dziedzinie informatyki, która to komisja bada dokładnie wszystkie pojawiające się na AGH nowe oferty kształcenia o nachyleniu informatycznym. Pozytywna opinia komisji może być uzyskana przez określony wydział jedynie wtedy, kiedy drobiazgowa analiza programu studiów proponowanej specjalności wykaże obecność w nim (w wymaganej ilości i jakości) przedmiotów wypełniających wspomniany wyżej kanon ogólnego wykształcenia informatycznego. Wymagamy też kategorycznie tego, by naukowcy prowadzący zajęcia z informatyki, nawet jeśli mają stopnie i tytuły naukowe w zakresie innych gałęzi nauk technicznych, legitymowali się także własnym dorobkiem naukowym w zakresie informatyki.

Niełatwo jest przejść przez takie "ucho igielne", dlatego z dużą satysfakcją przyjąłem fakt, że po bardzo pracowitych przygotowaniach udało się jednak na początek roku akademickiego 2000/2001 kilka takich specjalności informatycznych uruchomić - między innymi na Wydziale Metalurgii i Inżynierii Materiałowej, którego w związku z tym (a także w związku z bogatą ofertą kształcenia w zakresie plastycznej przeróbki metali, ogrzewnictwa i klimatyzacji, ochrony środowiska i utylizacji odpadów, inżynierii metali i stopów, inżynierii spieków metalicznych i kompozytów, inżynierii powierzchni itp.) absolutnie nie należy kojarzyć obecnie wyłącznie z hutnictwem - chociaż oczywiście awangardowo nowoczesnych hutników i metaloznawców także na nim kształcimy! Ale niestety - na wydział Metalurgii i Inżynierii Materiałowej studenci się nie garną, bo nazwa im się źle kojarzy...

W ostatnim akapicie dotknąłem problemu, który jest dla Akademii Górniczo-Hutniczej problemem dość bolesnym: naszej nazwy. Ze wszystkich przytoczonych wyżej informacji wynika, że AGH jest uniwersytetem technicznym o bardzo szerokim profilu kształcenia, który swojej przyszłości poszukuje głównie w ścisłych związkach z rozwojem najnowszych dziedzin technik informatycznych.

Skąd więc ta - nie zawsze dzisiaj dobrze kojarzona - nazwa Uczelni?

To bardzo proste: z tradycji. Wspaniałej tradycji!

Cesarz Napoleon miał taki zwyczaj, że przy nadawaniu szlachectwa dowódcom Wielkiej Armii obdarzał ich mianem związanym z miejscem, w którym okryli się szczególną chwałą. W ten sposób na przykład Louis Nicolas Davout został księciem Auerstädt. Akademia Górniczo-Hutnicza wiąże swe miano także ze swymi przeszłymi zasługami, gdyż przez wiele lat to właśnie rozwój górnictwa i hutnictwa był podstawową polską racją stanu, bo warunkował podnoszenie kraju z ruin po pierwszej, a potem także po drugiej wojnie światowej. Obecnie modne jest lansowanie krytycznych opinii pod adresem polskiego górnictwa i hutnictwa, jednak trzeba pamiętać, że bez rozwoju tych dziedzin niemożliwy byłby gospodarczy rozkwit Polski w latach trzydziestych i niewykonalna byłaby odbudowa kraju w latach czterdziestych. Nie należy też zapominać, że to właśnie kadra doskonale wykształconych polskich inżynierów, absolwentów AGH, gwarantowała polskość Śląska trwalej i skuteczniej, niż czyn zbrojny Powstańców Śląskich.

Dawne zasługi łatwo ulegają zapomnieniu, a dumne nazwy mają to do siebie, że mogą z czasem zmieniać swój wydźwięk. Raz jeszcze nawiązując do Napoleona warto może przypomnieć, że najdzielniejszy z jego marszałków, Michel Ney, nosił tytuł Księcia Moskwy... Dzieje świata pokazują, że bardzo często dochodzi do radykalnego przewartościowania: pierwotnie świętowany sukces okazuje się klęską z szerszej perspektywy, a coś, co wydaje się zapowiedzią niepowodzenia w istocie niesie ziarno sukcesu. To jednak nie powód, by zmieniać swoje miano na każdym zakręcie historii!

Akademia Górniczo-Hutnicza z dumą nosi nazwę, którą ponad 80 lat temu nadał jej w akcie założycielskim Marszałek Józef Piłsudski. Ta nazwa stanowi dowód i świadectwo naszych głębokich korzeni, nasz swoisty "certyfikat szlachectwa". Nazwa ta wyróżnia AGH na tle wszystkich innych, jakże licznych, ale nierozróżnialnych polskich Politechnik, podobnie jak pochodzący jeszcze z czasów Stanisława Staszica przywilej noszenia honorowej szpady do paradnego stroju - odróżnia profesorów AGH od naukowców wszystkich innych polskich uczelni. Jesteśmy dziedzicami wspaniałego dorobku naukowego i dydaktycznego naszych poprzedników, więc nie chcemy odcinać się od tej chlubnej tradycji, zmieniając nazwę. W końcu w Polsce jest tylko jedna wyższa szkoła techniczna starsza od nas, ale my mamy tę przewagę, że u nas zawsze językiem wykładowym był język polski, podczas gdy inne uczelnie pozwoliły się okresowo wynarodowić...

Uczelnia nasza, zachowując swoją nazwę i swoją tożsamość, będzie się z pewnością przeobrażać zgodnie ze zmiennymi potrzebami przemysłu i gospodarki a także zgodnie ze zmieniającymi się zainteresowaniami pragnącej się kształcić młodzieży. Być może w wyniku tych przeobrażeń tradycyjne wydziały AGH zmienią nieco profil kształcenia (na przykład kierunek górniczy jeszcze silniej zwiąże się z problematyką budownictwa podziemnego i górnictwa skalnego, a kierunki metalurgiczne bardziej skoncentrują się na inżynierii materiałowej i na metodach przeróbki plastycznej metali). Nie wykluczone, że kierunki kształcenia związane z ekonomią, marketingiem i zarządzaniem, bardzo poszukiwane przez kandydatów na studia, jeszcze silniej zaznaczą swoją obecność na naszej Uczelni. Być może zajdzie potrzeba dalszego wzmocnienia i rozwinięcia wydziałów zajmujących się najnowocześniejszymi i bardzo poszukiwanymi na krakowskim rynku pracy dziedzinami techniki, takimi jak: telekomunikacja, informatyka, automatyka, robotyka, elektronika. Być może także trzeba będzie utworzyć zupełnie nowe wydziały i nowe kierunki studiów: inżynierię medyczną, biocybernetykę, mikromechanikę, matematykę finansową, fizykochemię powierzchni itp. W każdym z tych kierunków AGH może się swobodnie rozwinąć, ponieważ ma odpowiedni potencjał kadrowy i badawczy oraz liczne kontakty krajowe i zagraniczne. Ogólnie można powiedzieć, że AGH może optymistycznie patrzeć w przyszłość, ponieważ ma na tyle szeroki i zróżnicowany profil naukowy, że może się stosunkowo łatwo dostosować do nowych wyzwań, jakie nieuchronnie nieść będzie postęp techniki i rozwój cywilizacji.